Żyłam sobie w PRL – u (14)
Utwór dnia dn. 2026-05-24
Żyłam sobie w PRL-u (14)
1976 (3)
Kawa z Bogatyni (2)
Dopiero w M-ileś zajmowanym przez rodzinę Ryszarda dowiedziałam się o przemówieniu, podwyżkach i niesprawiedliwych rekompensatach.
– …. i dziś u nas ludzie też przeciwko temu zastrajkowali…. ja też.
– To co robiłeś?
– Najpierw czekałem na telefon od ciebie, a potem leżałem na trawie i opalałem się. Przecież wakacje się zaczęły.
Jasne, wakacje się zaczęły. Zanim z pracy wróciła rodzina Ryszarda, wymieniliśmy kilka uścisków.
Rodzice mego znajomego przynieśli z miasta i z pracy sporo nowości. Oczywiście, że podniósł się bunt przeciwko podwyżkom, ale w samej Warszawie jest cicho. Bunt jest głównie w Radomiu i Ursusie, gdzie produkowano wówczas najlepsze ciągniki, jak twierdziła propaganda, na świecie.
– Rety, mój pociąg jedzie przez Ursus!
– To niedobrze. Na mieście mówią, że tam tory rozkręcono. Zablokowano cały przejazd kolejowy – oznajmił przyszły niedoszły teść.
– A co mówią w pracy? – zapytałam, pamiętając z Wałbrzycha, iż wieści z pracy są bardziej prawdopodobne niż wieści z miasta.
– To samo.
Mina mi zrzedła. To jak ja się dostanę do Kłodzka?
– Najwyżej nie pojedziesz. Zostaniesz u nas.
Spojrzałam na Ryszarda. Jemu też pomysł mamy się spodobał.
Dalszą część dnia spędziliśmy osobno. To znaczy rodzice Ryszarda siedzieli w pokoju przed telewizorem, a ich syn wraz ze mną w swoim pokoju. Słuchaliśmy płyt, winylowych oczywiście, z adapteru, zwanego w niektórych kręgach gramofonem. Bliskość starych za ścianą nie pozwalała nam na równie bliskie kontakty międzypłciowe. Pozostały przyciski, uściski i drobne cmoknięcia. Nie było wówczas standardowego pukania do drzwi pokoju dziecka. Rodzic wchodził jak do siebie. I nic w tym dziwnego, wszak on był właścicielem mieszkania. Oprócz spółdzielni mieszkaniowej rzecz jasna.
Tak więc w pewnym momencie do pokoju Ryszarda wparował ojciec.
– Odwołali podwyżki – oznajmił.
A więc stało się. Będę musiała jechać do Kłodzka. A mogło być tak pięknie…
– Polski robotnik ma jednak swą siłę – dodał odchodząc i pozostawiając otwarte drzwi.
To był bez wątpienia znak dla mnie, że czas opuszczać gościnne progi.
– To ja jadę na ten dworzec…. pociągi pewnie jeżdżą już normalnie…. –
powiedziałam z nadzieją, że jednak ktoś mnie zatrzyma, powie, że niebezpiecznie…
Nic z tego. Rodzice pokiwali głową na znak potwierdzenia. Ryszard oczywiście włożył buty i miał mnie do pociągu wsadzić.
Kiedy wychodziliśmy, przyszła niedoszła teściowa zatrzymała nas na moment:
– Gdybyście zauważyli, że coś jest nie tak, bierzcie tę jej torbę i wracajcie natychmiast. Masz tu pieniądze na taksówkę. A tu masz kanapki na drogę.
Wcisnęła chłopakowi do dłoni banknot o dużym nominale, a mnie dużą papierową torbę. Wiadomo, taksówki w stolicy zawsze były drogie, a droga przede mną daleka.
Bez problemu dotarliśmy na dworzec Warszawa Wschodnia. Odebrałam torbę z przechowalni. Usiedliśmy w obskurnej poczekalni i przyglądaliśmy się nocnemu życiu dworca. Tu spał pijaczek, tam zataczał się drugi. Tam i z powrotem chodzili milicjanci i patrole WSW (Wojskowa Służba Wewnętrzna) kontrolujące żołnierzy przymusowej służby zasadniczej będących na przepustkach. Podróżnych jakby trochę mniej, ale to było zrozumiałe. Ludziska wystraszyli się podwyżki cen, ich konsekwencji i wieści z miasta o tajemniczych wydarzeniach w Ursusie.
– W sumie nawet dobrze. Tłoku w pociągu nie będzie – skomentowałam zmniejszony ruch na dworcu.
Pociągi odjeżdżały punktualnie. Większość rozpoczynała właśnie na tym dworcu swą trasę, były więc wcześniej podstawiane na perony. Dworcowy megafon zapowiadał wszystko dokładnie i donośnie.
– „Pociąg pośpieszny Karkonosze do Jeleniej Góry, Kudowy Zdroju i Stronia Śląskiego podstawiony będzie na tor… przy peronie…. Planowy odjazd pociągu godzina 22.05.” – odezwał się głośnik.
Czas ruszać w daleką podróż. Przede mną prawie 500 kilometrów, prawie 10 godzin w pociągu. Na peronie wycałowaliśmy się namiętnie obiecując, że niebawem się spotkamy. Wszak będę wracała do domu znowu przez Warszawę.
W przedziale, do którego wsiadłam, były cztery osoby – starsza pani, starsze małżeństwo i młody chłopak z błyskiem w oku. Zajęłam miejsce przy korytarzu.
Pociąg dostojnie i powoli ruszył. Zaraz się rozpędzi, przejedzie mostem nad Wisłą, zatrzyma się na Centralnym, potem na Zachodnim i pogna ze średnią prędkością 70 na godzinę w góry Karkonosze.
No więc czekam, kiedy się rozpędzi.
A on nic.
Dalej jedzie dostojnie i powoli.
Zatrzymuje się na torze przy nędznym przystanku kolejowo – autobusowym Warszawa Stadion.
Rusza.
Żółwim tempem wtacza się na most kolejowy.
Dlaczego znowu stajemy?
Warszawa Powiśle?
Kiedy znowu ruszymy?
Do naszego przedziału wkrada się niepokój.
– Coś tu nie gra – zauważa chłopak z błyskiem w oku.
– Ma pan rację…. – potwierdza mąż.
Właśnie stoimy przy peronie przeznaczonym dla pociągów podmiejskich. To nienormalne.
– Pójdę i zobaczę.
Przez okno zobaczyliśmy, że chłopak wyskoczył na peron. Nie tylko on. Kilka innych osób też uznało sytuację za dziwną. Natychmiast rozległ się ostry głos konduktora:
– Wsiadać do pociągu!
– Panie, ale co się dzieje?! – posypały się pytania.
Konduktor westchnął:
– Nie wiem…. ale proszę nie wychodzić! W każdej chwili możemy ruszyć!
I ruszyliśmy. Przetoczyliśmy się kilkadziesiąt metrów i znów stanęliśmy. Najgorzej było w tunelu prowadzącym do Warszawy Centralnej. Zaduch i smród.
Dlaczego smród? Ówczesne pociągowe toalety zbudowane były na prostej zasadzie. Siadał człowiek na desce klozetowej, a pod spodem miał otwór. To, co natura wyrzuciła z organizmu, lądowało na torowisku. W ubikacji znajdował się napis „Nie korzystać z toalety podczas postoju pociągu!”.
Weź tu nie korzystaj, jak ten pociąg prawie cały czas stoi, a człowiekowi się chce!
Do Warszawy Centralnej dojechaliśmy z dużym opóźnieniem. Tu też wsiedli ludzie. Do naszego składu dołączył starszy pan, chłopak bez błysku i dziewczyna w moim wieku. Zrobiła się klasyczna równowaga biologiczna. Tym razem wsiadający mieli wieści. Niekoniecznie prawdziwe, ale bardzo prawdopodobne.
– Ponoć w Ursusie tory rozkręcone – rzekł chłopak bez błysku.
– A ja słyszałem, że w ogóle rozebrane …. – dodał starszy pan bez małżonki.
Ten z małżonką zapytał zdziwiony:
– To po co pan jedzie?
– Do sanatorium, do sanatorium…. ale pan też jedzie ….
– My ze Wschodniego wyjechaliśmy punktualnie…. – dodałam.
Inni dokończyli za mnie. Powiedzieli o postoju na Stadionie, na Powiślu i smrodzie w tunelu. Moja rówieśniczka szepnęła cicho:
– A ja słyszałam, że w Ursusie rozruchy…
Starsi w przedziale zadrżeli.
– Jak w siedemdziesiątym…. na Wybrzeżu…
Po cichu zaczęli przypominać tamte czasy porównując z dniem dzisiejszym. Też była podwyżka, też robotnikom się to nie spodobało…. Wtedy do nich strzelano. Czyżby i teraz?
W przedziale zapanował nastrój grozy. cdn.
foto – internet
całość na https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php
Autorem powieść - fragmenty "Żyłam sobie w PRL - u (14)" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do powieść - fragmenty należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.
this guide to how sildenafil works
this guide to how sildenafil works
Sildenafil vs Avanafil Onset Profile
Sildenafil vs Avanafil Onset Profile
Educational Timing Resource
Educational Timing Resource
Sildenafil Onset Knowledge Base
Sildenafil Onset Knowledge Base
amoxicillin general information
amoxicillin general information
orlistat mechanism breakdown
orlistat mechanism breakdown
orlistat meal interaction
orlistat meal interaction
toradol short term therapy
toradol short term therapy