Żyłam sobie w PRL-u (12)
1976 (1)
Wyjazd niekontrolowany
Moi rodzice przeprowadzili się do Łomży. Były to rodzinne strony ojca. W związku z tym, że wraz z bratem byliśmy niepełnoletni, też musieliśmy się tam przeprowadzić. Brat szybko zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu. Ze mną było gorzej.
Wmawiano mi, że Łomża to taka enklawa spokoju, ciszy i ekologii. Tu trawa zielona, woda czysta, a ludzie prości.
Prawie wszystko się zgadzało. Była to miejscowość pięciokrotnie mniejsza niż Wałbrzych, zatem musiało ty być więcej zieleni. Wszak ulic było mniej.
Była rzeka, ale bardzo niebezpieczna, bo z wirami i nie zalecano kąpieli w niej. W ciągu dalszych lat mego pobytu tutaj i rozwoju przemysłu w miasteczku, rzeka straciła statut czystej i w ogóle zabraniano do niej wchodzić.
Z ludźmi jakoś nie bardzo mogłam się dogadać, bo nie miałam zielonego pojęcia o życiu w Nowym Jorku, a prawie wszyscy mieli tam rodzinę.
Do tego rozpoczęłam naukę w szkole, która była ponoć elitarna, a ze mnie żadna elita. Rodzice reprezentowali klasę robotniczą.
Kiedy w szkole wypowiedziałam słowo „pylica”, nauczycielka zwróciła mi uwagę, że rzeka w Polsce nazywa się Pilica, a nie Pylica. Odpowiadam, że ja o takiej chorobie, pylicy od pyłu, a ona, że takiej choroby nie ma, bo pył nikomu jeszcze nie zaszkodził.
Ręce mi opadli….
Dobra, nie o tym będziemy pisać. Na dzieci wiatru i kurzu, znaczy się tumany, szkoda czasu i klawiatury.
W każdym razie życie obróciło się o 180 stopni. Ojciec już nie wracał ok. 15.30 i mama nie podawała mu zupy. Jedno i drugie pracowało na „zmiany”. My z bratem też mieliśmy inne rozkłady lekcji, co sprawiło, że rodzinne dyskusje nad pomidorową po rosole odeszły w zapomnienie. Zasada była prosta – kto przychodził na chatę pierwszy, obierał kartofle i czekał na kolejnego członka rodziny, by nie zjadać posiłku w samotności. Kto wracał ostatni, ten żarł sam.
Rodzice przynosili wieści „z pracy”, bo miasteczko było tak małe, że to samo co w pracy powtarzano „na mieście”.
Mama informowała o najnowszych trendach w modzie oraz nowych przepisach na babkę piaskową. Ojciec natomiast tłumaczył, jaka jest różnica między orką a podorywką. Dla nas, wychowanych w mieście średniej wielkości, tematyka rolnicza brzmiała jak scence fiction.
Tymczasem tato mierzył się z nią każdego roboczego dnia. W Łomży bowiem postanowiono rozwinąć przemysł i wybudowano fabryki. Jedna przerabiała bawełnę, druga kartofle. Do obu dojeżdżali ludzie z okolicznych wsi, bo najbliższe drugie miasto znajdowało w odległości 25 kilometrów i też zabrało się za bawełnę.
Chłopo-robotnicy (tak nazwano owych pracowników) obrabiali swoje kilkuhektarowe gospodarstwa rodzinne, a w czasie wolnym wskakiwali na osiem godzin do fabryki. Tato początkowo nie rozumiał, dlaczego chowają się wśród worków z brazylijską bawełną. Myślał, że może chorzy…
Szybko jednak zakumał, że taki chłopo-robotnik przed nocną zmianą najpierw musiał wydoić krowy i nakarmić świnię. O podorywce na polu w ciągu dnia nie wspominając. Skąd miał więc brać siłę na pracę w fabryce? Trochę więc popracował, pogadał z kolegami, pospał, a rano wracał ponownie doić krowy, oporządzać świnie i siać oziminę.
Moi nowi koledzy też spędzali czas inaczej niż ja. Dotyczyło to głównie wakacji. Jeździli do babci na wieś. Pomagali w żniwach, w dojeniu krów, a nawet uczestniczyli w zabijaniu świni z przeznaczeniem na schabowe.
Ja babci na wsi nie miałam. Co tam, na wsi… w ogóle nie miałam. Wakacje spędzałam najpierw na koloniach, potem na obozach. I oczywiście w Wałbrzychu!
Na moje szczęście pozostał tam wuj, który będąc moim chrzestnym, nie mógł mi zabronić pobytu u siebie. Do tego w pobliskim Kłodzku mieszkały ciocie ze strony mamy. Też chętnie mnie przyjmowały.
Dziwne to były czasy…. Jak za komuny …. spokojne i bezproblematyczne. Taka małolata bez problemu wsiadała w pociąg i mogła spokojnie pokonywać 600 kilometrów w warunkach różnych. Czasami w przedziale, czasami na korytarzu, czasami blisko śmierdzącego kibla. Nikt się nikogo nie czepiał, każdy jechał. W takich podróżach, zapoczątkowanych wyjazdem nad prawie morze, nabywałam coraz więcej doświadczenia.
I właśnie w czerwcu 1976 roku wyruszyłam w podróż na rodzinną ziemię. Tym razem miałam najpierw odwiedzić ciocie w Kłodzku…. cdn.
foto – Piotr Jaroszewicz prezes Rady Ministrów 1970-1980
całość na https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php
Autorem powieść - fragmenty "Żyłam sobie w PRL-u (12)" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do powieść - fragmenty należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.
orlistat side effect considerations
orlistat side effect considerations
medical review criteria
medical review criteria
vardenafil hearing contraindications
vardenafil hearing contraindications
avanafil mechanism technical notes
avanafil mechanism technical notes