Zaginione treści….
Zaginione treści….
Literatura rosyjska i radziecka była ongiś bardzo znana naszym kraju. Potem czasy politycznie się zmieniły. Bo niby sztuka polityczna być nie powinna, a jednak jest. Taki Mickiewicz był tak polityczny, że zakazano mu powrotu do rodzinnych stron. Nim akurat się zachwycamy, bo politycznie był poprawny według naszych kryteriów oczywiście. Natomiast literatura byłego ZSRR uznawana jest za „be” i zniknęła z horyzontu naszych zainteresowań. Już kiedyś o tym pisałam…. Dziś przypominam. W nawale sprzeciwu politycznego oberwało się nawet hrabiemu Tołstojowi…. A w tej literaturze są prawdziwe perełki, które dziś można znaleźć w punkcie pozostawiania książek przez czytelników.
Do tego grona należy twórczość Aleksandra Bielajewa (1884 – 1942), nazywanego rosyjskim, a może nawet radzieckim, Juliuszem Verne, autora ponad 70 utworów w stylu fantastyki, naukowej też. Przejdźmy zatem do książki, która wpadła mi w ręce.
„Wyspa zaginionych okrętów” to właściwie dwa teksty, które można gatunkowo zaliczyć do większych opowiadań lub mini powieści.
Pierwszy, tytułowa „Wyspa…” Vernem pachnie. Czytając miałam skojarzenia z „Tajemniczą wyspą” i chwilami „Dziećmi kapitana Granta”. Ludzie sobie statkiem płyną, płyną, a tu nagle katastrofa na Morzu Sargassowym, gdzie są pływające wodorosty sargassum. Widać to już po okładce i tytule. Treść jest pomiędzy Vernem a tzw. powieścią piracką. Dzieje się sporo. Rozdziały krótkie, w sumie na 150 stronach – cztery części, trzydzieści sześć rozdziałów. Dialogi i opisy w sam raz. Niby nic nie odkrywczego, ale czyta się przyjemnie. Taka lektura do obiadu lub przed snem, żeby koszmarów nie było.
Drugi utwór „Koniec świata” jest już fantastyką, powiedzmy naukową. Oto dzieje się coś dziwnego. Ludzie najpierw coś słyszą, a dopiero, po pewnym czasie, który nieustannie się wydłużą, widzą. Zapowiada to oczywiście koniec świata. Mamy naukowe uzasadnienie owego zjawiska. Czy możliwe? Nie wiem. Akurat te zagadnienia były dla mnie w szkole średniej typową kulą u nogi. Choćby nie wiem jak kto tłumaczył i tak nie zakumam. Stąd też moje opowiadania nawiązujące do tematyki s-f przepadały zawsze w konkursach literackich… Wiadomo, brak wiedzy. W każdym razie jest to niezły temat na opowieść. Jak będą zachowywać się ludzie w takiej sytuacji? Czy w miarę normalne funkcjonowanie w takim świeci jest możliwe? Bielajew próbuje nam takową rzeczywistość przedstawić. Tekst nie jest zbyt długi. Też duża ilość rozdziałów. Czyta się go przyjemnie. Nie trzeba się zastanawiać nad jakimikolwiek ideami, bo ich po prostu nie ma. Jest kolejna wizja końca świata. Każdy pisarz ma do takiej prawo.
Na podstawie tych utworów oraz znanej mi wcześniej powieści „Człowiek – ryba” (jest film produkcji radzieckiej według tekstu powieści pt. „Diabeł morski”, dostępny w sieci) trudno mi ocenić twórczość Bielajewa. Miał człowiek fantazję. Jest dowodem na to, że nawet w ZSRR nie wszyscy pisali o komuniźmie….
Autorem recenzje książek "Zaginione treści...." – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do recenzje książek należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.