Urwany film
Urwany film
Dawno nie trafił do mnie western – tekst o Dziki Zachodzie, jak określano opowieści pisane tekstem i te filmowe, opisujące życie na Zachodzie Ameryki Północnej. To tak dla informacji młodego pokolenia, które ma prawo nie wiedzieć. Termin „western” chyba najpierw powstał w związku z kinematografią, ale pewna nie jestem. Wszak zanim nakręcono pierwszy film o dzielnych chłopcach od krów, zwanych kowbojami (spolszczona nazwa) niejaki James Cooper już powieści o owych Dzikim Zachodzie pisał. W każdym razie dla ciekawych, temat też ciekawy.
Tym razem zabrała się za czytanie krótkiej książeczki, mającej być pierwszą z cyklu, pt. „Piekło w dolinie” autorstwa Ernesta Haycoxa, wydawnictwa „Przygoda” ze Szczecina z 1989 roku. Rozmiar kieszonkowy, zatem literatura do zabrania w podróż. Jadąc pociągiem na przełomie lat 80/90 ubiegłego stulecia, który jeszcze stukał o szyny, a dworce miały specyficzny zapach, taka lektura mogła przybliżyć odległe czasy walki o wielkie terytoria na owych Zachodzie.
W opowieści Haycoxa jest wszystko, co być powinno. Małe miasteczko, bo wsi tam nie było. Wielkie farmy, bo były zamiast wsi. Sąsiedzki konflikt i nie o miedzę, ale o wielkie terytoria i diabli wiedzą o co jeszcze (konflikt jest od lat). Na tym tle miłość. Piękna dziewczyna. Nawet nie jedna. Zło i dobro. I oczywiście ON – jedyny sprawiedliwy. Nazywa się Jim Kelland i jest sędzią federalnym. Ma zrobić porządek. Cokolwiek to nie oznacza. Akcja zaczyna się rozwijać.
Tytuł wskazuje, że będzie ostro, kiedy dwie zwaśnione strony skoczą sobie do przysłowiowych gardeł ( a może będzie tak dosłownie?). W każdym razie czytam i czekam na wielką walkę.
I nagle, a dokładnie na stronie 161, pojawia się polski doktor. Ba, akcja przenosi się do Afryki. Potem jest jeszcze gorzej. Pojawia się jakiś Radiola. Płynie polskim statkiem też do Afryki. Rety, co się dzieje? Gdzie nasz western? Jak potoczy się ostatnia walka w dolinie? Dlaczego od razu do Afryki? Nie dość, że Indian w opowieści nie było, to żadnego pochodzącego z Czarnego Lądu człowieka też nie zauważyłam.
Cóż, rzeczywistość płata figle. Otóż od strony 161 do 193 mamy część innej książki. Ten sam format, ten sam druk, tylko treść inna. Najzwyklejsza w świecie pomyłka w drukarni przy tzw. składaniu. Zapewne drukowano dwie identyczne pod względem technicznym książki. Ktoś nie dopilnował. Ktoś coś przestawił. Komuś coś się pomieszało. Mówiąc w miarę krótko, nie poznałam opisu ostatniej potyczki. Na pole bitwy dotarłam już po wszystkim. Jedyny sprawiedliwy odjechał w stronę zachodzącego słońca, a wszyscy pozostali, oczywiście ci, co przeżyli, żyli dalej długo i szczęśliwie….
Autorem recenzje książek "Urwany film" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do recenzje książek należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.