Cisza
Cisza nie jest słabością.
Nie jest też arogancją.
Jest strategią. Jest siłą.
Cisza nie jest ze strachu,
ani z pychy. Rodzi się
z wiedzy, kiedy mnie mówić.
To wybór. To kontrola
własnej strategii życia.
współczesna twórczość literacka w świetle historii
wyśniłam cię dzisiaj, po długich zimnych latach
zapominając o przeszłości, o decyzjach
wyśniłam cię dzisiaj nocą z pełnią księżyca
sen przyszedł sam, niespodziewanie, nie pierwszy raz
w nim twój spokojny głos, niski ton, zatrzymał czas
zapadły decyzje w naszych podświadomościach
dodały kolejne lata nikt nie zaprzeczył,
przeszłość zniknęła, zostały piękne wspomnienia
teraźniejszość i przyszłość w której jestem milcząc
11.01.2026 r.
Ewka szła wąską ulicą. Wczesne popołudnie rzucało długie, miękkie cienie drzew rosnących wzdłuż chodnika. Słońce przebijało się przez liście, tworząc na chodniku mozaikę złotozielonych plam. W powietrzu unosił się słodki zapach kwitnących jaśminów i wilgotnej ziemi po porannym deszczu. W oddali słychać było śmiech dzieci bawiących się na podwórku i odgłos stukających kół rowerów na brukowanej ulicy. Ciepły podmuch wiatru poruszał liśćmi, szeleszcząc wśród gałęzi. Myśli Ewki błądziły jeszcze przy lekcjach, kiedy nagle dostrzegła znajomą sylwetkę. To była Gocha.
Kobieta już wcześniej ją zauważyła. Sprawiała wrażenie, że cieszy się z tego spotkania, jej uśmiech był serdeczny, ciepły niczym poranne światło przebijające się przez mgłę. Serce Ewki zabiło szybciej; odruchowo podniosła wzrok, uśmiechnęła się i powiedziała: „Dzień dobry.”
Gocha jednak nie odpowiedziała. Jej uśmiech zniknął. Spojrzenie, które było ciepłe, nagle stało się chłodne, zdystansowane. Gocha odwróciła raptownie głowę, charakterystycznie dla okazania pogardy i poszła dalej, zostawiając Ewkę z uczuciem zaskoczenia, dziwnej pustki, dezorientacji – jakby własna serdeczność nagle stała się niewłaściwa.
Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc w miejsce, gdzie zniknęła Gocha. W uszach dudniło jej własne „dzień dobry”, teraz pozbawione już echa oraz emocji. Wokół drzewa szumiały delikatne podmuchy wiatru, liście drżały w słońcu, a kwiaty jaśminu pachniały jeszcze intensywniej, jakby chciały wypełnić ciszę, która zrobiła się w jej sercu. Poczucie niezrozumienia mieszało się z gniewem, a potem z lekkim bólem – takim, który rodzi się, kiedy ktoś, kogo znamy, zdaje się odrzucać nas bez powodu.
Kilka dni później Ewka spotkała córkę Gochy, Martę. Dziewczyna była młodsza od Ewki, pełna życia i młodzieńczego zuchwalstwa. „Cześć” – próbowała powiedzieć Ewka, niemal automatycznie, jakby chciała sprawdzić, czy dziecięca część kobiety odziedziczyła jej zimną uprzejmość. Marta spojrzała, przez ułamek sekundy w oczach Ewki dostrzegła ciekawość, może nawet ciepło… a potem odwróciła się manifestacyjnie i poszła dalej, a cień jej sylwetki przesunął się po chodniku jak ciemna plama.
Od tego dnia Ewka przestała się kłaniać. One również przestały zwracać na nią uwagę, aż do czasu, kiedy to Marta z uśmiechem, jakby nigdy nic, powitała Ewkę. „Cześć” – powiedziała pewnego razu, kiedy jak co dzień mijała ją na chodniku. Ewka nie odpowiedziała. To one przecież, nie ona, wybrały ciszę.
W domu Marta bardzo płakała. Żale i lamenty wypełniały pokój, a w powietrzu unosił się zapach świeżo pranej pościeli i wilgoci z ogrodu. Lekki powiew wiatru poruszał firankami w oknie. Ojciec, widząc córkę w tym stanie, wezwał na rozmowę matkę Ewki. „Moja córka przez twoją płakała” – mówił z pretensją w głosie.
Kiedy matka Ewki opowiedziała mu całą historię – o pierwszym spotkaniu z Gochą i późniejszym zachowaniu Marty – potrząsnął głową i rzekł: „Znasz zasady.” Brzmiało to, jakby wszystko było jasne i niepodważalne. „Jego córce wolno, Ewce nie.”
Znajomość między Ewką a Gochą i jej córkami uległa zerwaniu. Na ich wyraźne życzenie, nie Ewki. Lata mijały. Pewnego dnia, idąc ruchliwą ulicą dużego miasta, Ewka zauważyła z przeciwka siostrę Marty. Dziewczyna szła w grupie mężczyzn, próbując ukryć się za nimi, jakby obawiała się konfrontacji. Chłodne powietrze niosło zapach kawy z pobliskiej kawiarni, a liście drzew wirujące na wietrze rzucały plamy zieleni na szary chodnik. Słychać było stukot tramwaju w oddali i szelest przechodniów. Minęły się na chodniku, lecz zanim zniknęła za rogiem, Baśka wykrzyczała kilka razy: „Wykształciuch! Wykształciuch! Wykształciuch!”
Echo niosło te słowa po otoczonej oknami mieszkań ulicy. Ewka stała w szoku. To były komplementy. Jedynie komplementy, chociaż wykrzyczane z pogardą. „Żeby ci ludzie wiedzieli tylko, kim ona jest” – pomyślała Ewka. Z uśmiechem na twarzy i zaskoczeniem poszła dalej.
Minęły kolejne lata. Ojciec dziewczyn ponownie przekazał Ewce zakaz: „Nie kontaktuj się. Znasz zasady!”
Ciężko opisać panujące emocje i myśli, jakie kłębiły się w Ewce. Nie ma jak ująć tego, co myślała wówczas o nich, o nim, ale poddała się. Po latach zmęczenia nastąpił regres i rezygnacja. Postanowiła uszanować ich wolę. Ich, nie jej. W końcu dziewczyny nie były jej rodziną. Nie miała prawa oczekiwać, że będą ją znały.
I właśnie wtedy, kiedy jej wszelkie emocje ustały, wszystko wróciło do normy, minęły kolejne trzy, bardzo długie trzy lata, sytuacja znowu się powtórzyła. Po trzydziestu latach od pierwszego nieudanego spotkania, kiedy Ewka szła już przez życie własną delikatnie wytyczoną ścieżką, ponownie spotkała Gochę.
W pierwszym momencie była w szoku, jakby to było dziwne, niemożliwe, że może ją spotkać na ulicy. W końcu nie mieszkały w tym samym mieście. W tle słychać było gwar miasta, odgłosy samochodów i stukot przechodniów, a słońce zaczynało ocieplać całą ulicę złotym światłem.
Tym razem matka dziewczyn szła z nieznajomą, mijając Ewkę na chodniku. Gocha jak kiedyś uśmiechała się, jakby oczekiwała reakcji, powitania, rozmowy, ale Ewka pamiętała każdy dzień, każdą chwilę, nie tylko każdy uśmiech, miłe słowo, rozmowę, ale i każdą pogardę po tym, jak postanowiła się kształcić. Nie zatrzymała się nawet na chwilę. Tylko obserwowała ją.
„Jakie tym razem mają oczekiwania?” – myślała, czując, że każda próba spełnienia ich oczekiwań nie ma sensu. Co najważniejsze, pamiętała zakaz męża Gochy, przypomniany raptem przed trzema laty. Podjęła decyzję i przeszła obojętnie. Nieznajoma spojrzała na Gocha i zapytała na tyle mało dyskretnie, że Ewka to usłyszała: „I co? Powiedziała dzień dobry?” – „Nie” – odpowiedziała zaskoczona Gocha. „Bezczelna” – rzuciła rozmówczyni, jakby wszystko było jasne i oczywiste. Dla Ewki było jasne. Nieznajoma nie miała żadnego prawa nawet do myśli, nie tylko komentarza.
Ewka szła dalej, a słońce powoli chyliło się ku zachodowi, liście drzew płonęły złotem i czerwienią w ostatnich promieniach dnia. Zatrzymała się na rozdrożu, odwróciła, patrzyła jak rozmawiały poruszone, również zatrzymując się pod drzewami. Zapach kwiatów mieszał się z chłodem nadchodzącego wieczoru, a w głowie Ewki powtarzało się jedno:
Nie sposób trafić za cudzymi zachciankami. Ani w sercu, ani w świecie. Pamiętała jednak o wytyczonych przez nich zasadach, pogardzie i odrzuceniu, które wyrażone zostały tak głośno, tak często i tak dobitnie. Wiedziała, że tego nie jest w stanie już zmienić. Za dużo usłyszała, za dużo się stało, za dużo upłynęło utraconego czasu. Teraz musiała już zadbać tylko o siebie. Pamiętała, iż wraz z dorosłością wybrała wolność, a wolność oznaczała podejmowanie własnych decyzji bez ustępliwości, ale i bez narzucania się innym. Zwłaszcza tym, którzy odrzucili ją, nim zdążyli ją poznać.
Z każdym krokiem na brukowanej ulicy słońce odbijało się od krawędzi, tworząc złociste refleksy na szarym chodniku. Liście drzew wirowały w powietrzu, szelestem przypominając Ewce, że świat porusza się dalej, niezależnie od cudzych nakazów i zakazów.
I chociaż bolesna pamięć o przeszłości wciąż istniała, szła dalej spokojnie, uśmiechając się do samej siebie, wiedząc, że teraz nikt nie będzie decydował o tym, co jest dla niej właściwe i ważne.
Anna usłyszała dwa słowa: „znasz zasady”.
Wybrzmiały po raz trzeci, w odstępie trzydziestu lat. Odpuściła. Po raz pierwszy poddała się i powiedziała „OK”. Znała je od zawsze. Nie chcieli jej znać.
Później, ciemną nocą, przypominała sobie każdą myśl, każde słowo, każdy krzyk, każdy dźwięk. Nikt jej nie widział, jak zawsze.
Zasada pierwsza. Nie chcemy cię znać.
Zasada druga. Nigdy nie przyznawaj się, że nas znasz.
Zasada trzecia. Jesteś dla nas nikim.
Zasada czwarta. Cokolwiek się stanie, nie jesteśmy samarytanami.
Zasada piąta. Nie kłaniaj się. Nie odpowiemy.
Zasada szósta. Nie masz prawa liczyć na nic dobrego.
Zasada siódma. Nikt nie uwierzy w prawdę. Wszyscy uwierzą w ich kłamstwa.
Zasada ósma. Zrobią wszystko, aby cię zniszczyć.
Zasada dziewiąta. Nie miałaś prawa kończyć szkoły. To był wystarczający powód, by cię znienawidzić.
Zasada dziesiąta. Nie miałaś prawa mieć własnych poglądów, pytań, dociekań, marzeń i życia.
Podniosła ciężkie pióro i dopisała: OK.
Czas dostosować się do wymagań.
Zasada jedenasta. Zapomnij o nich, albo zgiń.
Zasada dwunasta. Nigdy się nie uginaj. Patrz prosto w oczy i idź. Skoro nie możesz być sercem – bądź skałą.
Odłożyła pióro i skamieniała.
Minęła ich na ulicy bez drgnięcia.
Marmurowa postać, której wyrwano wszystko.
W tę jedną, wyjątkową noc, kiedy waśnie gasną,
a świat okryty szronem rozpromienia ogień serc,
w noc jasną, gwieździstą, w blasku choinkowych świateł,
w tę ciszę, kiedy śpiewamy radosne kolędy,
w dni następne, pełne sytości i świętowania —
bądźcie szczęśliwi, pełni wiary oraz spokoju.
Niech znikną wszelkie zwady, niech pokój nastąpi,
niech każdy nowy dzień rozjaśnia blaskiem białych świec,
niech zdrowie, syty stół i empatia zamieszkają
na zawsze z każdym z nas — w każdym domu i rodzinie.
Piękne słowa... Podróż w nieznane bagaż pełen tęsknoty - smutne widoki
Kolejna perełka! Pozdrawiam :)
Tak :)
Adiunkt, czy dotarła do Ciebie na poczcie w. moja odp.?
Wyjątkowy, jak zawsze. Pozdrawiam. PS. Proszę o polecenie kolejnej pozycji książkowej :)
Pozdrawiam.
orlistat drug price orlistat drug price
liraglutide cost plus drugs liraglutide cost plus drugs
xenical savings card xenical savings card
🙂
Nie jest za późno. Pozdrawiam.
bupropion naltrexone reddit bupropion naltrexone reddit
Pisząc... myślałam o dobrych, pozytywnych, empatycznych uczuciach, o miłości do drugiego człowieka, do innych... Dziękuję za Twój komentarz, pozdrawiam :)
Do miłości trzeba dwojga.... chyba że .... kocha się samego siebie.... to często jest trudniejsze niż kochać kogoś...