Autor: blindniemy

Déjà vu – spojrzenie | niemy 4

Déjà vu – spojrzenie

głodnych kamieni
nie ucz latać;
uczą ciężaru myśli,
liczą twardość wiersza,
noszą w sobie ciszę o kilku barwach.

kamienie w locie
próbują
naśladować anioły:
wkładają do kieszeni maleńkie księżyce,
rysują podniebne mapy paznokciami,
ściągają oddechy ze skrzydeł i trzymają je jak ryby w dłoni,
ćwiczą pochylenia — echami biją dzwony bez uderzeń.

anioły w locie
próbują
złapać oddech;
ciągną po stopach miasta, by poczuć smak bruku,
wciągają zapach zapomnianych nabożeństw,
odkładają skrzydła na skraju nieba, gdzie skrzypią jak stare łódki;
czasem któryś kichnie i spada drobny obraz świata.

Bóg stoi z boku — stary ogrodnik z dłonią pełną znaków:
posyła anioły z listami na językach,
pisze znaki na krawędziach chmur,
przestawia gwiazdy, żeby ktoś mógł spojrzeć;
pozwala kamieniom mieć nadzieję; jego dłoń jest ciężka i miękka zarazem.

kamienie i anioły
spotykają się na pograniczu dni:
tam, gdzie tory śpiewają pod stopami,
a domy mają klatki dla dźwięków.
kamień pyta anioła o smak światła;
anioł odpowiada: zna smak domów, które zapomniały okna.
razem liczą nieistniejące imiona,
odrzucają porządek na rzecz jednej, nieśmiałej melodii.

z chmur wypadają listy bez adresata;
kamienie łapią je na brzuchy,
anioły otwierają je jak pudełka z piórami.
z każdej koperty wychodzi echo — twoje i m i ę,
inaczej odmienione, a jednak rozpoznawalne.
tam, gdzie jest echo, kamień zapamiętuje oddech,
anioł rysuje kręgi na powietrzu, by utrzymać pamięć.

raz jeszcze,
bez ceremonii,
kamień uczy anioła przewracać się powoli,
anioł uczy kamień oddychać cieniem;
uczą się równoległego dotyku:
kamień dotyka nieba, anioł ziemi,
lecz tylko anioł wie, że dotyk boli i uzdrawia jednocześnie.

by powiedzieć
k o c h a m —
słowo układa się jak most z porcelany,
drży, delikatne i to wystarczy;
przechodzi przez morze jak ptak uwolniony z klatki,
zostawia na języku ślad soli i pyłu,
rozświetla wnętrze jak latarnia w mroku.

Bóg obserwuje — uśmiecha się cicho, zna zakończenia;
stuka palcem w ziemię, aż rośnie trawa z liter,
zbiera rozrzucone słowa i układa je w nowe modlitwy.
ani jeden anioł nie wraca taki sam; niektóre przynoszą kawałki kamienia,
inne — zapach porzuconych domów.

rytuał:
kamień wyciąga z siebie gwóźdź i sadzi go w dłoni,
anioł obraca język w zegar, uczy punktualności ciszy,
Bóg podlewa świat drobnymi znakami — promieniem, odruchem, westchnieniem.
miłość staje się alfabetem wypisanym na skórze świata.

gdy nauki kończą się,
kamień zakłada okulary z nocnych rzek,
anioł chowa w kieszeni grudki światła,
i odchodzą razem po schodach, które wiodą w dół do nieba,
po schodach pamiętających imiona dni.

k o c h a m — brzmi raz jeszcze,
jak echo z dwóch stron jednocześnie;
po nim cisza miękka jak zwinięte pióro,
kamienie i anioły uczą się grać w pamięć,
aż pamięć staje się mostem,
a most — oddechem,
a oddech — błękitem, który wystarcza.

—————————–
widziałem na spacerze…

❤️
8
👍
1
0
💡
1
2
📖
2
7

Déjà vu – nad głową

puka s m u t e k, prosi o wodę, o ciszę.
w oczach — piasek: drobiny dróg, zaginione godziny,
miniaturowe oceany, mapy miast skurczone do ziarnka.

mówi cicho; oblicze mówi jak odwrócony zegar.
mówi: samotny lot bez Boga — to błąd;
gdy Bóg odwraca wzrok, skrzydła tracą melodię,
spadochron staje się liściem, lądowanie nie ma miękkiego końca.
nad chmurami żarzą się kamienie — iskry z odzyskanych snów,
błyszczą, ale nie grzeją; są puste jak obietnice.

przyszedł z kieszeniami piasku, zapukał w szybę jak stary znajomy;
wypił wodę z moich dłoni; w dnie szklanki zakwitł ogród.
jego głos był cieniem; twarz — mapa nieobecności;
między słowami zegary zaczęły płakać konfetti.

jedna łza — brylant: połysk błękitu i czerwieni.
ma w sobie miniaturowe miasto, latarnie świecą w dół;
z wnętrza wydobywa się oddech starego radia.
toczy się, potyka o rzęsę, zastygła w kąciku oka;
z jej środka wyskakuje ptak, który zapomniał jak lecieć,
siada na krawędzi ciszy i zaczyna opowiadać.

umarł na rękach — od przytulenia cicho ustał;
jego serce zamarło jak zegar przestający tykać.
w jej oknie — w oczach — został pusty blask, echo bez głosu;
listy bez adresu unoszą się w powietrzu jak papierowe mgły.
nad głową zawisła latarnia, która świeci tylko dla tych, którzy nie patrzą.

szedłem dalej po chodniku; miałem w kieszeni kamyk od smutku —
na nim napis: “niebo przyjdzie później”.
widziałem to na spacerze; zwykły świat zmienił się na zawsze.

❤️
9
👍
0
0
💡
1
2
📖
2
Wiek rozumu czy filozofów — Oświecenie | stopnie1 1

Wiek rozumu czy filozofów — Oświecenie

Déjà vu – optyka / Surowszy / Dla tych, którzy przestali udawać.

światłe oczy cudów Boga
nie proszą — rozkazują

jak zmyć cienie w sercu
bez ucieczki w tanie wzruszenia
stań w prawdzie — bez upiększeń
przyjmij twarz, która zostaje po odcięciu maski

ujarzmić wagę słów — każda sylaba ma ciężar; każda cisza waży więcej
pragnienie rwie się na krawędzi: tam, gdzie decyzja przecina lęk
iluzje miłości i prawdy odpadają jak zardzewiałe płaty

i gdy wreszcie płacz rozedrze gardło,
to nie z słabości — lecz z rozrachunku:
płaczesz — bo zbyt długo ślizgałeś się przez życie

*********************
Déjà vu – optyka / Liryczny / Dla tych, którzy trzymają światło przy sobie.

światłe oczy cudów Boga
oczekują czułych dotknięć

jak zmyć cienie, co drzemią w sercu,
nie przez ucieczkę w miękkie sny uczuć,
lecz przez nagie stanięcie w prawdzie,
by poznać kontur własnego imienia

ujarzmić wagę słów — niech brzmią jak kamienie rzucone na wodę;
fala po fali kształtuje dno życia; cisza nabiera masy znaczeń
pragnienie drży na krawędzi — tam, gdzie powietrze jest cieniem odwagi
iluzje miłości i prawdy splatają się, by rozplątać się w świetle

słony smak pamięci na języku — i gdy w końcu łzy spłyną,
nie z bezsilności, lecz z oczyszczenia:
płaczesz, bo zbyt długo ślizgałeś się po powierzchni istnienia

**********************
Déjà vu – optyka / Filozoficzny / Dla myślących, którzy nie boją się łez.

światłe oczy cudów Boga
zadają pytanie, które oczekuje dotyku

jak usunąć wszystkie cienie z serca?
czy prawda żąda odrzucenia emocji, czy ich reintegracji?
stań w prawdzie — nie jako teza, lecz jako doświadczenie

ujarzmić wagę słów — każde pojęcie ma masę; każde wyrażenie przesuwa równowagę poznania
pragnienie na krawędzi — granica między epistemą a afektem, gdzie decyzja konstytuuje podmiot
iluzje miłości i prawdy poddane są krytyce rozumu — echo Kantowskiego pytania o granice rozumu

i kiedy w końcu łzy popłyną,
to nie znak słabości, lecz moment epistemicznego przebudzenia:
płaczesz, bo zbyt długo pozwalałeś sobie błyskać po cienkiej skórze bytu

———————————
spacery… jednak wyczerpują
/szkic w komentarzu/

❤️
6
👍
0
0
💡
3
2
📖
3
HAiKU - ŚWIATŁO GŁODNE SŁOŃCA OD WIEKÓW | b3 2

HAiKU – ŚWIATŁO GŁODNE SŁOŃCA OD WIEKÓW

HAiKU

Wiosen­ne tchnienie
Wej­rze­nie pro­mien­nych dni-
Od­chodzi zima

*****

Głodem słonecznym
Wiele dni no­cy budzi-
Nad­chodzi wiosna

*****

Nas­tro­je wiosny
Olśniewają promiennie-
Noc głod­na słońca

*****

Światło od wieków
Dni przy­wołane wiosną-
Słońce zna drogę

~~~~~~~~~~~~

Budzą się pąki
Wy­poszczo­ne gałązki-
Czas na wiosnę słońc 🙂

❤️
8
👍
1
0
💡
1
1
📖
2
zakorzenione kamienie | blind03 2

zakorzenione kamienie

Déjà vu – optyka / wariant C — subtelny

Zakorzenione kamienie — milczące ciężary pamięci.
Mówią o braku skrzydeł, kiedyś skrzętnie połamanych;
o usuniętych aksamitnych sercach — pamięć ich jedynym zapachem.
Wypatrują motyli w nieruchomej pozie, jak kto wypatruje świateł w oknach.
By wyrosły im słoneczne trawy — obrazy zaszyte w starych snach,
pachnące polnym kwiatem; zapisane w starych dłoniach.
Rozpamiętują pocałunek róży — suchą perłę radości pozostawioną.
Przepadły, nie wiadomo dokąd; zostawiły tylko ślad światła.
Mówią o słowach, o chwilach niewinności, o jabłku w raju;
o ptasiej elegii — cieniu melodii, co nie chce odejść.
Mają psa lub kota, ciszę czarnych motyli i grę sepiowych cieni;
i tyle jeszcze w sercu, by wyśnić w i e c z n o ś ć.
Widziałem na spacerze — to zostało we mnie; ciche.

****************************************

Déjà vu – optyka / wariant B — rytmiczny

zakorzenione dłonie — dłonie jak sęki drzew.
Mówią: brak skrzydeł — echo odpowiada: brak skrzydeł.
Kiedyś skrzętnie połamanych; kiedyś starannie schowanych.
Usuniętych aksamitnych serc — aksamitnych od kurzu dawnych dni.
Wypatrują motyli, wypatrują światła — wypatrują powrotu.
By wyrosły słoneczne trawy; pachniało polem, pachniało latem,
pachnące polnym kwiatem — pachniało jutrem, co nie nadeszło.
Rozpamiętują pocałunek róży; perły radości rozsypane.
Perły rozsypane, nie wiadomo dokąd — wirują bez celu.
Mówią o słowach; mówią o chwilach niewinności, o jabłku w raju.
O ptasiej elegii — o śpiewie, który zamarł między drzewami.
Mają psa lub kota, mają ciszę czarnych motyli, mają grę cieni;
wspomnienia w sepii. I… tyle jeszcze w sercu, by wyśnić w i e c z n o ś ć.
Widziałem na spacerze: powtarzające się straty.

************************************

Déjà vu – optyka / wariant A — dosadny

zakorzenione kamienie — skały, co nie znają przebudzenia.
Mówią: skrzydła połamane, łamane bez żalu.
Usunięte aksamitne serca — odcięte i rzucone na brzeg.
Wypatrują motyli, stojąc jak słupy soli; bez ruchu, bez nadziei.
Oczekują, aż wyrosną im słoneczne trawy — podróbki życia,
pachnące polnym kwiatem; z pamięci, nie z zapachu.
Rozpamiętują pocałunek róży; perły radości rozsypane.
Leżą gdzieś, nie wiadomo dokąd — porzucone przez pamięć.
Mówią o słowach, mówią o chwilach niewinności;
o jabłku w raju, o ptasiej elegii — słowa kruche jak skorupki.
Mają psa lub kota, ciszę czarnych motyli, grę cieni —
wspomnienia w sepii. I… tyle jeszcze w sercu, by wyśnić w i e c z n o ś ć.
Widziałem na spacerze: udawane tęsknoty; kamienie, które nie chcą iść.

————————————————
Napisałem ten wiersz po jednym z takich spacerów — gdy widziałem ludzi trzymających w sobie ciężar wspomnień.
To zapis drobnych scen: codzienności i utraty, pocałunków, uśmiechów, łez, psów, kotów… sepiowych cieni — i tego, co nie chce już polecieć.

❤️
9
👍
0
1
💡
1
2
📖
2
zakorzenione kamienie | blind06 1 2

zakorzenione kamienie

mówią o braku skrzydeł
kiedyś skrzętnie połamanych
usuniętych aksamitnych sercach

wypatrują motyli
w nieruchomej pozie oczekując
by wyrosły im słoneczne trawy
pachnące polnym kwiatem

rozpamiętują
pocałunek róży
rozsypane perły radości
nie wiadomo dokąd

mówią o słowach…
chwilach niewinności
o jabłku w raju
ptasiej elegii

mają psa lub kota
ciszę czarnych motyli
grę cieni – wspomnienia w sepii
i…
tyle jeszcze w sercu by wyśnić
w i e c z n o ś ć

—————————
widziałem na spacerze

❤️
8
👍
0
1
💡
1
1
📖
2
infernum caelum | niemy08 0

infernum caelum

Jak wierzysz, tak cierpisz.
Niewierzący, mają objawienia
antyreligijne
gdyż…
imperatyw piekła
domaga się
r ó w n o u p r a w n i e n i a

po to płynie czas –
by każdy dojrzał

————–
widziałem na spacerze

❤️
8
👍
1
0
💡
2
2
📖
2
123459