To, co po nas pozostanie
To, co po nas pozostanie
Książka Andrzeja Szypulskiego trafiła do mnie dawno temu, bo w 1979 roku. Była epicką opowieścią napisaną na bazie scenariusza serialu telewizyjnego pod tym samym tytułem. Serial wbił mi się ostro w pamięć. Pozytywnie. O dziwo, inni też go tak ocenili. Dlaczego zdziwienie?
Nie da się ukryć, iż najciekawsze lata swego życia, czyli bycie nastolatką, przypadły mi na lata siedemdziesiąte, kiedy „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej” jak głosiło hasło człowieka tamtych czasów towarzysza Gierka. Budowano dużo, budowano w różnych miejscach. Pomnikiem tamtych czasów miała być Huta „Katowice” wybudowana w Dąbrowie Górniczej. O budowie mówiono dużo, na każdym z dwóch programów telewizyjnych, jakie wówczas były. Mówiono entuzjastycznie. Namawiano do podjęcia pracy przy budowie. W odcinku (rozdziale – będę używała obu słów wymiennie) „Chłopcy zwerbowani” mamy ukazaną akcję owego werbunku. Jedzie człowiek w teren, do wsi, wiosek, osad i namawia, obiecuje dobrze płatną pracę i mieszkanie w hotelu robotniczym lub na prywatnej kwaterze.
Zarówno serial jak i książka to opowieść o ludziach na budowie. Każdy rozdział ma swego głównego bohatera. Pierwszym jest inżynier – geodeta, bo wiadomo, najpierw trzeba wymierzyć i wykopać. Kolejnymi są kierowca „gruszki” z betonem, chłopak budujący wielki komin, oczywiście sekretarz organizacji partyjnej też musi znaleźć się na pierwszym planie w jednym z odcinków. Obserwujemy również życie na budowie. Zaglądamy do stołówki, patrzymy na rodzące się więzi przyjaźni i miłości między ludźmi z budowy.
Czyżby był to, posługując się terminologią z czasów tzw. socrealizmu z przełomu lat 40/50 minionego stulecia, zwykły produkcyjniak? Bo niby wszystko się zgadza. Ci dobrzy są nagradzani, a ci źli ukarani. Huta rośnie. Świat podziwia. Nie, to nie produkcyjniak. Tu ludzie liczą pieniądze. Tu nie pracuje się dla idei, chociaż trochę ideologicznego wsparcia musi być. Tu są tacy, co kombinują i tacy, co protestują. Bercik zarządza kontrolę w stołówce, Żebro nie chce podpisać oświadczenia niezgodnego z prawdą, a bezcenny fachowiec mówi, że ma wszystko gdzieś i chce wyjechać na weekend do domu, bo jego dwuletnie dziecko nie poznaje już tatusia.
Podobnie jak serial „Dyrektorzy”, opowieść o Hucie Katowice jest opowieścią ciekawą, dobrze skonstruowaną, pokazującą, pierwszy -lata 50/60/70, drugi siedemdziesiąte. Warto do niego wrócić. Ma swoje przesłanie:
„ Nie znałeś go dawniej -(…) też był taki jak oni. Nie oglądał się, ile i kiedy zapłacą. I co z tego zostało?
– Jak to co? – zirytował się Jasparski – Została elektrownia w Przemszy, kawał Trasy Łazienkowskiej, taśmociągi w Porcie Północnym. Jednym słowem to, co zbudował. Spalamy się, to prawda, wszyscy się spalamy, ale coś po nas zostaje, zostawiamy jakiś ślad na ziemi….”
Autorem recenzje książek "To, co po nas pozostanie" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do recenzje książek należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.