Otagowano: muzeum

Siła eksponatu | po 0

Siła eksponatu

Siła eksponatu

Dziś kolejna seria wydawnicza niezłomnej Krajowej Agencji Wydawniczej, która w dawnych czasach zasypywała nas książkami formatu kieszonkowego. Akurat z tą serią nie czułam się ongiś związana. „Zdarzenia – Sensacje – Zagadki, czyli ”cykl o różnorodnej tematyce, przynoszący informacje o zagadkowych faktach historycznych, politycznych, społecznych…”, jak głosi informacja na przedostatniej stronie książeczki.
„Podstępem i gwałtem” Lecha Chmielewskiego wydano w 1976 roku w nakładzie 60 000 egzemplarzy. Mamy tu osiem tekstów o charakterze historyczno – reporterskim. Każdy to osobna opowieść o losach wybranych eksponatów muzealnych. Oczywiście losach do 1976 roku. Od tamtego czasu nowe fakty, nowe badania o charakterze historycznym mogły nowych wiadomości dostarczyć. I to trzeba właśnie wziąć pod uwagę czytając reportaże. Są mimo tego ciekawe. Reporterski styl, pozornie prosty, wprowadza nas w nastrój opowieści o charakterze sensacyjnym. Wiadomo, sensacja być musi zwłaszcza jeśli ów zabytek liczy sobie setki lat. Czasami jest to materiał kryminalny z czasów zamierzchłej monarchii, polskiej oczywiście. Ma to miejsce w opowieści o mieczu koronacyjnym królów Polski zwanym „Szczerbcem”. Autor wprowadza nas w zawiłości walki o władzę jeszcze w średniowieczu. Potem brniemy przez kolejne losy wyszczerbionego legendarnie ostrza, by wrócić na Wawel.
Odwiedzimy też Zamek Królewski w Warszawie oraz Muzeum Narodowe w Gdańsku. W tym drugim obejrzymy „Sąd ostateczny” Hansa Memlinga. Skąd wziął się w Gdańsku? Ot i historia godna Jacka Sparrowa i piratów, tym razem z Bałtyku. Sporo miejsca zajmują teksty o powrocie do Polski zabytków wywiezionych do Kanady po wybuchu wojny w 1939 roku. Dostarczyli je tam Polacy, by chronić dobra narodowe przed okupantem. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, wróciły do kraju dopiero w 1961 roku… Nie, nie o „Bitwie pod Grunwaldem” Matejki autor nie pisze, czasami tylko wspomina. Jest historia chorągwi proroka, czy aby jest prawdziwa oraz pasjonująca opowieść o świętym Franciszku i jego ekstazie, czyli obrazie El Greca znalezionym w prowincjonalnym kościółki w Kosowie Lackim na Podlasiu… I co z tego, że El Grecko namalował blisko sto obrazów z owym sympatycznym świętym? Mamy swój i tyle.
Z serią „Zdarzenia….” w przeszłości nie miałam do czynienia. Wiem, ze stały takie malutkie książeczki na półce w bibliotece, ale jakoś po nie nie sięgałam. Pewnie szkoda, bo rzeczywiście w latach PRL – u były źródłem wiedzy, nie będącej przedmiotem analizy na lekcjach historii. Do tego miały posmak owej sensacji, historycznej zagadki. Mogły pasjonować, zainteresować czytelnika. Warto również zwrócić uwagę na kieszonkowy format książki. W sam raz na długa podróż koleją w dawnych czasach….

❤️
0
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Jak ukraść naprawdę | zl 0

Jak ukraść naprawdę

Jak ukraść naprawdę

Jak włamać się do muzeum i dokonać zuchwałej kradzieży dzieła sztuki? Wystarczy obejrzeć kilka filmów z naszym „Vinci” na czele. Film Juliusza Machulskiego pokazuje cała skomplikowaną procedurę działania. Bo to „Cumę” trzeba wyciągnąć z „więźnia”, przekonać do akcji „Szerszenia”, wynająć Werbusa i Hagena, założyć podsłuch, opracować skomplikowany plan…. W ogóle roboty jest od diabła i ciut ciut. Podobnie w filmie „Osaczeni” z Catherine Zeta-Jones i Seanem Connery. Też robią skok stulecia na dzieła sztuki. Słowem, żeby zwinąć owe dzieło trzeba ludzi, sprzętu i dobrego pomysłu.
A nie można tak inaczej? Czy do otwarcia gabloty nie wystarczy szwajcarski scyzoryk? Parę ruchów w lewo i gablota staje otworem. Wystarczy wsunąć dłoń. A potem albo schować dzieło sztuki do plecaka, albo wsunąć na pasek od spodni. I wyjść, po prostu normalnie wyjść z muzeum? Do tego wystarczy tylko jeden wspólnik, który chrząka, gdy zbliża się strażnik. A ten jak wiadomo porusza się, bo robi obchód i nie zawsze jest wszędzie. Plan? Jaki plan? Przecież to takie proste. Wchodzę, zabieram i wychodzę. No dobrze, jakiś kamuflaż ubraniowy i tyle. A po co w ogóle kraść wielkie, duże obrazy, które nie mieszczą się w torbie na zakupy? Nawet złodzieje, chcący dorobić się majątku na kradzieży dzieł sztuki wiedzą, iż im cenniejsza zdobycz, tym mniejsza za nią cena na czarnym rynku. Wyjątkowe dzieła sztuki znajdują się również w małych muzeach i też są niewielkie. A jeśli złodziej ma „Syndrom Stendhala – zjawisko psychosomatyczne, które objawia się intensywnymi reakcjami emocjonalnymi i fizycznymi na widok dzieł sztuki i zabytków, szczególnie w miejscach o dużym nagromadzeniu takich obiektów” – za wikipedią, to wiele wyjaśnia. Wchodzi taki złodziej do budynku, powiedzmy do małego muzeum w Baden-Baden i dostaje wstrząsu na widok obrazu Lucasa Cranacha Starszego „Sybilla, księżna Cleves” o wartości szacowana jest na 5-5,6 mln funtów, no to trzeba go po prostu zwinąć i powiesić u siebie w domu.
Myślicie, że to niemożliwe? Jakże się mylicie. A chcecie dowiedzieć się więcej? To sięgnijcie po książkę Michaela Finkela „Złodziej sztuki. Prawdziwa historia o pożądaniu piękna i niebezpiecznej obsesji”. To literatura non-fiction, tak uwielbiana przez czytelników, bo opisująca historię, która się wydarzyła, ba, która może się powtórzyć, bo główny bohater Stéphane Breitwieser ciągle żyje, a jeśli cierpi na „syndrom Stendhala” to nigdy nie wiadomo, czy nie kradnie na przykład w tej chwili…
Książka Finkela ukazała się w 2023 roku, w Polsce rok później. Napisana sprawnym dziennikarskim językiem relacjonuje fakty, które trzymają w napięciu. Zupełnie tak, jak wtedy, kiedy oglądaliśmy po raz pierwszy film „Vinci” czekamy – złapią go (ich), czy nie złapią….

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0