Kategoria: opowiadanie

1

Misterne opowieści “Życie jakiego nie było”

Monika o lekko pokręconych włosach siedziała w bujanym, ciemnobrązowym, wygodnym fotelu. Myślała o przeszłości. O tej prawdziwej i o tej zmyślonej przez innych. Z głośników dobiegały delikatne nuty. Melancholijny nastrój nasilał się z każdym dniem, od czasu, kiedy powiedzieli jej “to”. Właśnie “to”.

Próbowała zebrać myśli, poskładać strzępy zdarzeń. Uśmiechała się lekko, z sarkazmem. Na wszystko było za późno. Puzzle życia stare, popękane, z pourywanymi kawałkami, tworzyło inny obraz niż by chciała. Nie dało się nic zmienić, poskładać strzępów życia.

Nigdy nie miała dzieci, nie wyszła za mąż, nie dane jej było spędzić życia z mężczyzną, którego kochała. Nie chciała więcej. Nikogo. Nie czuła potrzeby. Serce ułożyła w pudełku, na miękkiej flanelce. Schowała na dnie szuflady. Nikt przez lata go nie odnalazł.

Przeszła przez życie, w blasku tamtych dni. Przeszłość ją ogrzewała. To nie była jej wina. O niczym nie wiedziała. Nie miała jak naprawić.

Ludzie mówili, że wyszła za mąż. Po latach gratulowali jej. Niektórzy twierdzili, że rozmawiali z jej mężem, opowiadali, jakie ma dzieci, a ona zaszyta w małym M, siedziała samotnie przed komputerem.

Nie spotykała się z nikim. Spotkania przynosiłyby ból. Ból wspomnień o miłości, której nie miała prawa dosięgnąć. Marzyła o tym, by stać się jak głaz, lecz dusza łkała każdego dnia. Tak, tylko dusza, bo jej niebieskie oczy dawno wyschły.

Mówili, że nie uśmiecha się, ma nieczułe serce, a przecież ona nie miała go wcale.

Dzisiaj, po latach wspomnienia powróciły:

Kilka miesięcy po ich ostatniej rozmowie po raz pierwszy usłyszała o jego ślubie. Znajomi gratulowali jej , myśląc, że właśnie ona została żoną. Gratulowali wyboru, hucznego wesela, dopytywali o szczegóły, a ona? Była sama. O ślubie wiedzieli od niego, nie było więc mowy o pomyłce. Czy to dlatego odszedł bez słowa? – zastanawiała się? – Ożenił się z inną? – Dla niej było wszystko logiczne.

Tylko co jakiś czas słyszała dziwne fragmenty opowieści o sobie. Tak dziwne jak o weselu, ślubie, oszałamiającej, spełnionej miłości. Słyszała o tym gdzie mieszka, w mieście którym nigdy nie była. O dzieciach, które się nigdy się nie poczęły. Jegomość opowiadał nawet o tym, że kiedyś rozmawiał z jej mężem, z mężem, którego nigdy nie miała.

Świat stanął na głowie. Znajomi żyli życiem, którego nigdy nie miała. Życiem, którego nigdy nie było. Życiem, które nie istniało. Nikt jej nie wierzył, kiedy mówiła, że to nieprawda, gdy zaprzeczała. Wszyscy widzieli wszystko lepiej niż ona. Niektórzy posunęli się znacznie dalej… Mimo to zawsze znalazł się ktoś, kto wspomniał jej o tym co mówią, o pomówieniach, chociaż nie pytał o zdanie, o prawdę, nie wierzy w fakty.

Ktoś usnuł misterną sieć opowieści będących wytworem wyobraźni, o niej, innej niż była, o życiu, jakie nigdy nie istniało.

❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
0

Zapisani w dotyku

W świecie, który czci natychmiastowość i nazywa ją wolnością, a z bliskości robi ofertę bez zobowiązań, wielu daje się porwać złudzeniu, że ciało może zapomnieć to, czego dusza nie potrafi zignorować. Spragnieni więzi, mylimy ją z kontaktem. Tęsknimy za spotkaniem, a otrzymujemy tylko obecność ciała – bez historii, bez wglądu, bez trwania.

Przypadkowy seks w dowód niezależności, sprowadza się do ciszy po burzy, w której nie ma już nic do powiedzenia. Często staje się miejscem, w którym dusza milknie, bo nie została zaproszona. To nie akt wyzwolenia, lecz subtelne pęknięcie w strukturze tego, kim naprawdę jesteśmy. I przez to pęknięcie, w którym otwieramy ciało, a zamykamy serce, wycieka z nas sens.

Człowiek jest istotą głęboko relacyjną. Pod powierzchnią chwilowej przyjemności działa mechanizm stworzony nie do zabawy, lecz do złączenia. Oksytocyna, hormon więzi, nie pyta o kontekst. Ona łączy, wiąże, zostawia ślad, niezależnie od intencji. Intymność to nie tylko zetknięcie ciał, ale spotkanie dwóch światów, dwóch wszechświatów emocji, pamięci i historii. Kiedy traktujemy ten akt jak wymianę towarów, rozmieniamy na drobne coś, co miało być święte nie z powodu nakazów moralnych, lecz dlatego, że dotyka rdzenia naszej tożsamości.

Nie chodzi o to, że seks bez miłości jest grzechem. Chodzi o to, że seks bez duszy jest smutny. Bo każde ciało nosi w sobie opowieść, a kiedy nie chcemy jej wysłuchać, zaczynamy tracić zdolność do wzruszenia. Człowiek, który przyzwyczaja się do powierzchowności, z czasem traci zdolność do głębi, rozpuszcza granice jaźni. Jak ziemia wyjałowiona nadmiernym zasiewem, traci urodzajność nie dlatego, że nie pragnie owoców, ale dlatego, że nie została otoczona troską.

Z czasem zaczyna brakować słów, by nazwać tę pustkę, która zostaje po dotyku bez sensu. Budujemy zbroje, bo tak łatwiej funkcjonować w świecie, gdzie dotyk stał się szybki, a miłość zbyt wymagająca. I to nie wstyd, lecz samotność staje się najcięższym brzemieniem. Bo ciało może milczeć, ale dusza pamięta. Każde niepotrzebne zbliżenie zostawia echo, nie zawsze bolesne, ale zawsze puste.

To nie o czystość tu chodzi, lecz o integralność. O świadomość, że intymność jest jak światło – rozpraszane zbyt hojnie, traci moc. Prawdziwe połączenie nie bierze się z dostępu, lecz z obecności. Z decyzji, że moje wnętrze nie jest miejscem, do którego dostęp dostaje się przypadkiem. Że słyszysz drżenie drugiego człowieka i sam nie boisz się zadrżeć.

To nie moralność ma być przewodnikiem, lecz miłość do samego siebie. Duchowa dojrzałość, która rozumie, że wartość nie mierzy się w liczbach, ale w głębi. W jakości ciszy po dotyku. W tym, czy po wszystkim czujesz się pełniej o siebie.

Wciąż pamiętam ten dotyk… Nie ten szybki, głodny, co zdejmuje ubrania, ale ten, który najpierw zsunął mój strach. Dłoń, która nie szukała ciała, lecz obecności. Oddech, który mówił: „jestem tu” zanim cokolwiek się zaczęło. To spotkanie przyszło nie jak burza, ale jak wschód – cicho, pewnie, aż całe wnętrze rozjaśniło się od środka. Na szyi noszę jeszcze zapach tej bliskości – jak proch i miód zmieszane na skórze, jak siła spleciona z kruchością. Nie było to z braku, lecz z pełni. Nie z potrzeby, lecz z wyboru.

Wciąż pamiętam ten dotyk, który dopiero nadejdzie…

❤️
1
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
1
3

Nowy pałac

  • Gdy Alicja weszła do nowego pałacu czuła trochę jakby serce zakłuło znowu tą samą igłą. Wspomniała lata kiedy wygnali ją z Zamku a ona błąkała się pomiędzy wspomnieniami a żalem. Teraz jednak uznała to miejsce za miłe położyła się na posadzce i nie wiedziała co będzie dalej robić ale wiedziała że wróciła do domu i nikt jej stąd nie wyrzuci.
❤️
0
👍
0
⭐
0
💡
0
❗
0
📖
0
– 1 – 2