Arcydzieło metaforyki
Arcydzieło metraforyki
Jak zabrać się za recenzję arcydzieła? Może od wspomnień? Pierwszych wrażeń? Niejasności i wątpliwości, by dojść do jednego słowa, tego właściwego, tego prawdziwego oznaczającego podziw, szacunek i uwielbienie? Ale jakie to słowo? Czy w ogóle istnieje?
„Nie – Boską komedię” Zygmunta Krasińskiego „przerabiałam” w szkole średniej. Oczywiście zgodnie z kanonami, standardami i wszelkimi narzutami przez nauczyciela i tzw. opracowania. Wmawiano mi, że w obliczu wielkości Adasia i Julka (tych od romantyzmu) Zygmunt niewiele ma do zaoferowania, wszak z paskudnej arystokracji był. Nie bardzo się z tym zgadzałam, bo dramat romantyczny, zwany wówczas niescenicznym, budził we mnie niepokój. Podczas studiów też jakoś Krasiński przeszedł bokiem. Ale niepokój stawał się coraz większy. W wieku mocno dojrzałym doszło do tego, że mój egzemplarz książki rozkleił się. Przeczytałam kilka razy i o dziwo, nie poznałam utworu na pamięć…
W wieku senioralnym wróciłam do tekstu, by sprawdzić, czy nadal robi na mnie mocne wrażenie. Nadal.
„Nie – Boska…” to utwór tajemniczy, skomplikowany i przedziwny, nie dający się jednoznacznie zakwalifikować do jakiegokolwiek gatunku tematycznego. Mówią, że mamy tu do czynienia z dramatem rodzinnym i społecznym. Czyżby? Kimże jest Orcio? Kim jego matka? Kim dziewica? A kim tak na serio hrabia Henryk? Każda z tych postaci buduje swój świat, świat nierealny, metafizyczny, który możemy interpretować na setki sposobów. To nie tylko ów słynny romantyczny poetycki duch, co zabiera wzrok. To nie tylko okrutna rewolucja, co otumania ludzi. To wnętrze każdego z nas, które skrywamy przed światem. Bo nikt nie jest taki, jaki jest. Każdy ma w sobie tajemnicę. Dobro i zło. Piękno i brzydotę. Dlatego też nie zasługujemy na potępienie. Ale możemy zasługujemy na karę, która nie musi być potępieniem?
Dramat Krasińskiego to pytania o wnętrze człowieka. O jego duszę, serce i zmysły. O ratowanie tego, co pozostało. O zmiany w nas i we wszechświecie. Czy walka w okopach Świętej Trójcy ma sens? Kolejne pytanie.
Wizja świata zaprezentowana przed blisko dwustu lat jest naszym czasom coraz bliższa. Są tacy, co twierdzą, iż tradycja warta jest śmierci. Nazywają to honorem. Ludzi dobijających się do zamku hrabiego Henryka potępiają. Zapominają jednak, że to właśnie oni ich stworzyli. Współczesna młodzież nie urodziła się z przekleństwami na ustach. Gdzieś je słyszeli. Ktoś dał im „komórki”, laptopy i w czasie tzw. pandemii zamknął w domach mówiąc, że każdy człowiek niesie zarazę i śmierć. Są odbiciem nieboskich rzemieślników, przechrztów i chłopów atakujących warownię arystokracji.
Pytacie o zakończenie, o słynne słowa Pankracego „Galilaee, vicisti”… Interpretacja? Szkolna czy dowolna? Cóż, Pankracy skonał, ale za nim byli inni…. Ci nie krzyczeli. Ci po prostu szli…. Po trupach swego przywódcy i hrabiego Henryka. Śmierć jest zawsze taką samą śmiercią.
Autorem recenzje książek "Arcydzieło metaforyki" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do recenzje książek należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.