Bój się człowieku!

Bój się człowieku!

Chcecie przeżyć niesamowite emocje? Chcecie dreszcz emocji, falę zaskoczeń i atmosferę thrillera w połączeniu z horrorem rzeczywistości? To sięgnijcie po książkę Charlie Donlea „Zło kryje się w mroku”.
Tym razem tytułu się nie czepiam. Jest jak najbardziej komercyjny czyli chwytliwy, ale oddaje atmosferę powieści. Trafia w sedno treści. Błędu nie popełni ten, co książkę ze względu na tytuł weźmie do ręki. Rzadki to przypadek w dzisiejszej literaturze, zwłaszcza tej, którą nazywamy sensacyjną.
Oto Rory Moore, rekonstruktorka sądowa, dostaje sprawę morderstw do rozwiązania. Sprawa ma już dziesiątki lat i wydaje się, że jest rozwiązana. Sprawca siedzi w więzieniu. O co więc chodzi? Nagle umiera ojciec Rory. Czy śmierć starszego pana ma znaczenie w sprawie? Może tylko wpływa na stan ducha bohaterki? A tak w ogóle przyjrzyjmy się bohaterce… dziwna trochę…. Nabieramy podejrzeń. Kto tak właściwie jest kim? Nie widzimy twarzy. Stoi do nas tyłem.
Brniemy zatem przez kolejne strony, stopniowo odkrywając kolejne akty i akta. Coraz częściej czujemy ciarki przechodzące nam po plecach. Jest tytułowy mrok. Są zagadki. Tajemnica goni tajemnicę, mimo iż coraz więcej tekstu za nami, coraz więcej faktów zostaje odkrytych. Ale to na nic. Dalej schylamy się nad stronami powieści, bo coś jest jeszcze, bo to nie koniec. Im bliżej owego końca, tym bliżej początku. Sprawia to bardzo staranna kompozycja utworu. Autor buduje napięcie w sposób idealny. Tu nie ma niczego za dużo, niczego za mało. Wszystkiego w sam raz. Pozornie opowieść jest tradycyjna, według schematu ustalonego przez prozę sensacyjną. Ale tym razem proporcje wszystkiego są idealne.
Zupełnie jak z przepisem na babkę piaskową. Ciągle jest ten sam. Jednak każdemu wychodzi inaczej. Inna ręka sypie mąkę, inna dodaje cukier. W przypadku „Zła…” wszystko jest doskonałe. Babka znika z talerza. Od książki nie sposób się oderwać.
Większość recenzji powieści to zachwyt nad treścią i formą. Tym razem ja też nie odbiegam od tego. Potwierdzam wszystkie pozytywne opinie.
„Zło…” jest tekstem na podróż pociągiem, nawet kiedy obok ktoś przez telefon opowiada dzieje spadku po babci. Nie słyszymy go. Konduktor musi dotknąć naszego ramienia, żebyśmy oderwali się od czytania i pokazali bilet. W nocy też nie zaśniemy, jeśli pójdziemy z książką do łóżka. Nie, nie z powodu strachu. Po prostu nie będziemy w stanie się od niej oderwać, póki nie skończymy, póki nie rozwiążemy zagadki. Nasza wyobraźnia podsunie nam kilka prawdopodobnych rozwiązań. Może trafimy? Może uda nam się rozwikłać intrygę.
Słowem opowieść zabierze nam czas. I bardzo dobrze. To będzie cenne zabranie. Dziś nie każdy kryminalny tekst to potrafi.

❤️
0
👍
1
0
💡
0
1
📖
0