Żyłam sobie w PRL – u (28)
1980/1981 (3)
W rytmie disco (2)
Rodzina wróciła według planu po dwóch tygodniach. Oczywiście wujek musiał ponownie powiedzieć, że najpierw się pyta, potem się czeka na odpowiedź, a dopiero potem się przyjeżdża. Zapamiętałam to do końca życia.
Następnego dnia rano obudziły mnie krzyki z kuchni. Co jest, do jasnej cholery? Ledwie wrócili z urlopu, a już awantura?
Wuj kłócił się z ciotką.
Gdy wkroczyłam do kuchni, uznałam, że ciotka miała rację. W upalny letni dzień wuj rozpalał ogień pod węglową kuchnią.
– Do cna ci ten alkohol mózg wypalił! Rozpalać pod kuchnią w taki dzień!
– Musi się suszyć. Musi!
Na sznurku rozwieszonym wysoko nad kuchnią wisiały duże brunatne liście. Widywałam je na wsi, w której pracowałam. Domy były nimi obwieszone.
Machorka.
Tytoń znaczy się.
Jako pamiątkę z urlopu na Mazurach wuj przywiózł najcenniejszą rzecz – produkt do palenia.
Kibicowałam suszeniu. Dokładałam do kuchni.
Najpierw suszyliśmy duże liście. Potem wuj pokroił je. Suszyliśmy na starej patelni. Po trzech dniach wyschły i przypominały tytoń.
I oto zrobiliśmy pierwszego papierosa, zwanego skrętem. Tytoń zawijało się w kawałek papieru, głównie gazety. W rodzinie to ja dokonałam epokowego odkrycia – najlepszą gazetą na skręty byłą radziecka „Prawda”, trudna do zdobycia w polskich kioskach. Na szczęście w Wałbrzychu było coś co nazywało się Międzynarodowy Klub Książki i Prasy. Tu można było dostać gazety z bratnich krajów bloku wschodniego.
„Prawdę” odkryłam wcześniej, bo skręty robiło się też już dużo wcześniej. O ile papierosy były na kartki, to tytoń można było kupić w kioskach Ruchu. Lekcje robienia skrętów popieraliśmy z filmów o tematyce drugiej wojny. Tam żołnierze też robili skręty.
Podpaliliśmy „papierosa”.
Wydobył się z niego śmierdzący dym.
Trudno wyczuć, czy śmierdziała „Prawda” czy machora z Mazur.
Nieważne. „Sporty” też cuchną.
Zaciągnęliśmy się.
Oczy wyszły mi z orbit.
Zabrakło powietrza.
Zaczęłam się dusić.
Wuj walił mnie po plecach.
Potem ja jego.
Ciotka wrzeszczała.
Mieszkanie pokryła chmura substancji radioaktywnej.
Tak się nam przynajmniej wydawało.
My dochodziliśmy do siebie.
Ciotka nadal wrzeszczała.
– Zaraz sąsiedzi straż pożarną wezwą! Taki dym! Taki smród! Z takim paleniem na dwór! Mieszkanie zaczadzili!
Rzeczywiście, nie dało się palić. Gdzie popełniliśmy błąd?
Wuj zabrał Azę na spacer. Ja dochodziłam do siebie leżąc na tapczanie popijając wodę. Ciotka robiła przeciągi w mieszkaniu, bo było totalnie zakopcone.
Po godzinie wuj wrócił. Z kieszeni wydobył małe listki.
– Już wszystko wiem. Masz może cytrynę? – zapytał ciotkę.
Ta wzruszyła ramionami i puknęła się w czoło.
– W dzisiejszych czasach cytrynę….
Produkcja domowego tytoniu na skręty ruszyła ponownie. Tym razem machorka suszyła się nadal z listkami wiśniowymi. Marzeniem było dodanie do tego suchej skórki od cytryny. Byli tacy, co takowy owoc posiadali.
W sumie po tygodniu produkt nadawał się do spożycia czyli palenia.
Wracając pociągiem do domu, w korytarzu takowego stałą solidna grupa palaczy z tytoniem w woreczkach różnego typu. Niektórzy mieli stylizowane na średniowieczne sakiewki, inni bawełniane torebki, ktoś torebkę papierową. Robiliśmy skręty wymieniając uwagi na temat ich składu.
Polski przemysł prywatny (a był, był) szybko zareagował na potrzeby rynku i wyprodukował specjalne „maszynki” do robienia papierosów. Potem pojawiły się gilzy, co oznaczało powrót do czasów wojennych. Człowiek siedział wieczorem przed telewizorem i robił sobie papierosy. Tytoń luzem był dostępny w znanych nam kioskach Ruchu.
Ale skrętów mazurskiej machorki z wiśniami, nic już potem nie przebiło.
foto internet – suszenie tytoniu
Piękna, prawdziwa myśl! Pozdrawiam :)
Pięknie i ujmująco napisane
Wiersz bardzo..."aromatyczny" :) jak herbata pita na tarasie w miłym towarzystwie... Pozdrawiam :)
Napisałeś, że może ktoś nie mógł... Stąd pytanie. Nie ma znaczenia czy to on, czy ona. Chociaż jak ona nie…
Odpowiedzialność za swoje życie idzie w parze z odpowiedzialnością za innych.. Czasami..
A może nie mogła..?
Z jakiego powodu nie mógł?
A może ktoś nie mógł..?
Bardzo twórcze podejście..
Ciekawe pytanie, ale myślę, że tylko Ty sam. Weź życie i decyzję we własne ręce. To trudne, bo czasami jest…
Wyobraźnia też jest połączona z sercem.
Jeżeli tak było, to zabrakło rozmowy. Pytanie, kto nie chciał rozmawiać.
Serce albo wyobraźnia..
Dziękuję, pozdrawiam 😁