W rynsztoku
Moje pragnienia skończyły w rynsztoku.
Sny, choć niespełnione, budzą mnie
każdego wieczora.
Lituję się nad własną krwią –
nad westchnieniem, co nie zna płuc.
Chcę być wykreślona z almanachu –
brzask nie ubolewa
nad cieniem zbyt ciernistym,
aby uwierzyć w bezczas.
Dziś odkładam wiersz na najwyższą półkę –
nikt nie dosięgnie.
Kto wie, może samotność
jest tylko po to, aby stworzyć własny świat?
Może tęsknota umiera,
aby pozostawić po sobie tylko kamień?
Uciekam przed własną duszą,
przed zbyt płodną nadzieją.
Może dostrzegę w tobie coś, co nauczy
pierwszego kroku?
Skupiona na oddychaniu, na biciu serca,
płonę niby północ,
która przeraziła się teraźniejszości.
Piękna, prawdziwa myśl! Pozdrawiam :)
Pięknie i ujmująco napisane
Wiersz bardzo..."aromatyczny" :) jak herbata pita na tarasie w miłym towarzystwie... Pozdrawiam :)
Napisałeś, że może ktoś nie mógł... Stąd pytanie. Nie ma znaczenia czy to on, czy ona. Chociaż jak ona nie…
Odpowiedzialność za swoje życie idzie w parze z odpowiedzialnością za innych.. Czasami..
A może nie mogła..?
Z jakiego powodu nie mógł?
A może ktoś nie mógł..?
Bardzo twórcze podejście..
Ciekawe pytanie, ale myślę, że tylko Ty sam. Weź życie i decyzję we własne ręce. To trudne, bo czasami jest…
Wyobraźnia też jest połączona z sercem.
Jeżeli tak było, to zabrakło rozmowy. Pytanie, kto nie chciał rozmawiać.
Serce albo wyobraźnia..
Dziękuję, pozdrawiam 😁