Autor: KasiaKoziorowska

0

W rynsztoku

Moje pragnienia skończyły w rynsztoku.
Sny, choć niespełnione, budzą mnie
każdego wieczora.
Lituję się nad własną krwią –
nad westchnieniem, co nie zna płuc.

Chcę być wykreślona z almanachu –
brzask nie ubolewa
nad cieniem zbyt ciernistym,
aby uwierzyć w bezczas.

Dziś odkładam wiersz na najwyższą półkę –
nikt nie dosięgnie.
Kto wie, może samotność
jest tylko po to, aby stworzyć własny świat?
Może tęsknota umiera,
aby pozostawić po sobie tylko kamień?

Uciekam przed własną duszą,
przed zbyt płodną nadzieją.
Może dostrzegę w tobie coś, co nauczy
pierwszego kroku?

Skupiona na oddychaniu, na biciu serca,
płonę niby północ,
która przeraziła się teraźniejszości.

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

Nie potrzebuję dotyku

Jestem rozczarowana własną duszą.
Jestem zniesmaczona ciałem,
co wciąż czeka w kolejce.

Schowana za ścianą, wzniesioną
na wysypisku ludzi,
na palcach odmawiam popularną modlitwę.

Pęka nić, utkana z łez świata –
wychodzę na spotkanie szaleństwu.
Pewnego dnia przekroczę granicę
między niebem a ziemią – sen zapamięta
tę bezduszną chwilę.

Pragnę nauczyć cię własnej modlitwy,
własnego rozrachunku sumienia –
brak zrozumienia
nosi w sobie zeszłoroczną,
używaną noc.

Nie zliczę nagich pocałunków,
które pragnąłeś mi zostawić – nie potrzebuję
dotyku, nudzi mnie mantra.

Z sercem na ramieniu, wyruszam dziś
w podróż po własnym pokoju.
Został tu bezkształt, w jaki nie wierzę.

❤️
2
👍
2
0
💡
0
0
📖
0
0

Przekrzyczany testament

Wyślizgane klamki. Okna zamknięte na oścież.
Przebrana za Boga, dziś jestem
tanim usprawiedliwieniem samotnych.

Pora rozliczyć się ze światem.
Czas, aby zaufać ludziom.
Nie ukrywam serca, nie domykam powiek –
niech do środka wpadnie
odrobina czystego powietrza.

Nie wierzę w zmysły, nie ufam przeszłości.
Być może okażę się kamieniem,
który latami nosiłeś
w kieszeni.

Podchodzę do bolesnego ciała,
do płowej duszy –
nie będzie wybawiona.
Wciąż nosisz w sobie żałobę
po uśmiechu, jaki okazał się zbyt senny.

Do wiklinowego koszyka zbieram
cienie ludzkich sumień.
Być może powrócę, aby zastać
bezpłodną noc, przekrzyczany testament.

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
0

Parszywa mrzonka

Tkwię tutaj, uziemiona w swoim szaleństwie.
Moja własna głowa wie lepiej,
kiedy mam zasnąć,
kiedy zabraknie powietrza.

Światło nie sprzyja dziś cieniom.
Krzyk, choć obojętny, cofa się bezszelestnie.

Przyznaję się do jutra – do jego skarg,
do odległości.
Pomyliły mi się życia – to, które pozostało,
okaże się parszywą mrzonką,
białym tangiem,
osamotnionym losem.

Usycham z braku łez. Przemijam wiernie –
nie słyszę poszumu gwiazd.
Okłamuję swoją teraźniejszość.
Zbliżam się do strachu,
pobliskiego, na wyciągnięcie nieba.

Pomnożę dzisiejszy plon –
ofiara należała mi się od samego początku.
Nie liczę słów, które odebrałeś.

❤️
3
👍
0
0
💡
0
1
📖
0