Przy japońskiej kawie
Przy japońskiej kawie
Przy oglądaniu filmów wzruszam się, jeśli coś wywołuje emocje w moim sercu. Uronię łezkę, czasami dwie. Z książkami jest trochę inaczej. Mam wykształcenie typowo polonistyczne, przez ponad trzydzieści lat uczyłam, jak można interpretować teksty pisane. Zboczenie zawodowe jest i już. Czasami się jednak zdarza inaczej. Owszem, ważna kompozycja utworu, sposób charakteryzowania bohaterów, budowa akcji i reakcji, ale te sprawy odchodzą na plan dalszy, bo książka po prostu – wzrusza.
Tak było w przypadku „Zanim wystygnie kawa” japońskiego pisarza Toshikazu Kawaguchi. Emocje wzięły górę.
Temat przenoszenia się w przeszłość lub przyszłość wydaje się być tematem oklepanym i charakterystycznym dla prozy typu fantasy lub baśni i bajeczek. Wymyślić coś innego, coś oryginalnego, coś, co przykuło by czytelnika jest niezwykle trudno. Ale przecież wyobraźnie ludzka ograniczeń nie ma, a najprostsze rzeczy są czasami najtrudniejsze do wymyślenia…. Tak też jest w przypadku prozy japońskiego pisarza.
Z mini recenzji zamieszczonej na tylnej okładce dowiadujemy się, iż akcja powieści rozgrywa się w małej, cichej kawiarence w Tokio. Co tu się może zdarzyć? Okazuje się, że bardzo dużo, a równocześnie niewiele. Trzymającej w napięciu akcji brak. Są tylko i aż ludzie. W sumie normalni, ze swymi problemami, radościami, smutkami. Ot, tak jak wszędzie, tak jak zawsze. Taka sobie codzienność i nic z egzotyki, chociaż niektórzy myślą, że jak Japonia to musi być coś innego. Tymczasem japoński świat jest taki sam jak wszędzie. Być może właśnie ta codzienność i jej uniwersalność sprawia, iż książka wzrusza i w oku pojawia się łza? O dziwo, nie płaczemy słuchając kolejnych wiadomości o wojnach nękających naszą planetę, o kataklizmach i katastrofach wywołanych przez ciągle nieokiełznaną i silną przyrodę. Wzruszają nas proste sprawy prostych ludzi. Ich radości i smutki, ich spełnione i niespełnione marzenia. Takie też proste i nieskomplikowane. Takie, jakie my też możemy mieć.
„Zanim….” nie posiada żadnych fajerwerków kompozycyjnych. Mnie wzruszenie ogarniało wraz z ilością przeczytanych stron. Na końcu łzy pojawiły się w większej ilości. Może taki właśnie był zamysł autora? Jeśli tak, to mu się udało.
Język utworu, jak i wszystko w nim, bardzo czytelny i nie wymagający znajomości budowy zdania wielokrotnie złożonego, czy stron ze słownika wyrazów obcych. Taki właśnie język buduje opowieść skromną, ale wielką w swym wpływie na czytelnika. I uwaga – nie jest to tekst sentymentalny. Jest po prostu bardzo ludzki….
Piękna, prawdziwa myśl! Pozdrawiam :)
Pięknie i ujmująco napisane
Wiersz bardzo..."aromatyczny" :) jak herbata pita na tarasie w miłym towarzystwie... Pozdrawiam :)
Napisałeś, że może ktoś nie mógł... Stąd pytanie. Nie ma znaczenia czy to on, czy ona. Chociaż jak ona nie…
Odpowiedzialność za swoje życie idzie w parze z odpowiedzialnością za innych.. Czasami..
A może nie mogła..?
Z jakiego powodu nie mógł?
A może ktoś nie mógł..?
Bardzo twórcze podejście..
Ciekawe pytanie, ale myślę, że tylko Ty sam. Weź życie i decyzję we własne ręce. To trudne, bo czasami jest…
Wyobraźnia też jest połączona z sercem.
Jeżeli tak było, to zabrakło rozmowy. Pytanie, kto nie chciał rozmawiać.
Serce albo wyobraźnia..
Dziękuję, pozdrawiam 😁