Kategoria: recenzje książek

Polityka, polityka, polityka.... | kra 0

Polityka, polityka, polityka….

Polityka, polityka, polityka…

Nie da się ukryć, uwielbiam twórczość Kena Folletta. Pod choinkę, na urodziny lub na Dzień Matki dostaję jego książki. Rodzina wie, które mam, a które chciałabym mieć. Tym razem jednak coś mi nie zagrało…
„Krawędź wieczności” to trzeci, a zarazem ostatni tom sagi „stulecie”, uznawanej przez krytyków za słabszą od sagi „Kingsbridge”. Może i tak, może i nie. Pisałam o tym w recenzji poprzedniego tomu. Tym razem Follett opisuje czasy, w których już na świecie byłam, o których coś tam wiem. Wydarzenia rozpoczynają się w 1961 roku, kończą w 1989. Klamrą spinającą akcję jest mierzący 156 km mur berliński. Od 13 sierpnia 1961 do 9 listopada 1989 oddzielał Berlin Zachodni od Berlina Wschodniego i NRD. Obserwujemy zatem losy bohaterów poprzednich części sagi i ich potomków w czasach, kiedy wojny militarnej w Europie nie było, ale istniało zjawisko zwane „zimną wojną”. Nasi ludzie mieszkają w Berlinie Wschodnim, niektórym udaje się uciec do Zachodniego i tam rozpocząć coś, co nazywają „normalnym życiem”. Są też potomkowie rosyjskiej rodziny Peszków. Jedni w USA, drudzy w ZSRR. Poprzez ich losy patrzymy na Stany Zjednoczone, rządy Kennedy’ego, Jonhson’a i Nixona. Pozostali już nam się tylko lekko przewijają. W Związku Radzieckim rządzi Chruszczow, potem Breżniew, potem dwóch innych, ale krótko i wreszcie Gorbaczow. Na kartach powieści ważną postacią jest Martin Luther King, murzyński, sorry, afroamerykański pastor walczący o prawa ludności z jego pochodzenia, Węgrzy Janos Kadar i Karoly Nemeth. Znalazło się też miejsce dla Lecha Wałęsy i Jana Pawła II.
Dlaczego tyle pisze o politykach? Właśnie… Do polityki mam stosunek, jaki mam i zawsze mam wątpliwości co do czystych intencji działań polityków. Choćby nie wiem w jakiej akcji charytatywnej czy ekologicznej uczestniczyli, zawsze podejrzewam ich o polityczne intencje. A tymczasem w ostatnim tomie sagi „Stulecie” praktycznie wszyscy polityka się zajmują, jakby inny świat nie istniał. Niektórzy robią wielkie kariery polityczne, niektórym taka kariera jedynie się marzy. W każdym razie dążą do niej. Czy rzeczywiście stanowisko blisko przywódcy kraju jest takie ważne? A co robić, jeśli widać, kariera wodza zaraz się skończy i przyjdzie kolejny szeryf? Oczywiście trzeba tak postępować, żeby nie wywalił na zbity pysk z Kremla czy Białego Domu. Nawet Rebecca Hoffman, która swoje w poprzednim tomie przeżyła, też została deputowaną do Bundestagu. Co prawda Follett wymyślił również wątek muzyczny. I wszystko byłoby fajnie, gdyby go nie upolitycznił. Rockowa kapela jest niemiecka, ale oczywiście jeden z członków to uciekinier z Berlina Wschodniego. (Tak, wiem, na gruzach muru w 1990 roku odbył się słynny koncert „The Wall”). A jego przyrodnia siostra i matka jego córki śpiewają konspiracyjne pieśni w owym Berlinie.
Byś może tak było…. Mówiono mi, że cenzura polityczna wówczas działała i dlatego my, ludzie w Polsce z mego pokolenia, nie wszystko wiedzieliśmy…
Może być, nie zaprzeczam. Ale polityki w książce Folletta było stanowczo za dużo.

❤️
0
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Rajski trójkąt | hem 0

Rajski trójkąt

Rajski trójkąt

Ernest Hemingway to dla mnie przede wszystkim autor „Starego człowieka i morze” oraz „Pożegnania z bronią”. Po pozostałe sięgam bardziej z obowiązku wobec pisarza niż fascynacji jego twórczością. Kiedy w moje ręce wpadł „Rajski ogród” postanowiłam niezwłocznie przeczytać. Według swego zwyczaju dopiero po przeczytaniu tekstu, zapoznałam się z wiadomościami na jego temat.
Ukazał się w roku 1986, długo po śmierci autora. Krytycy piszą, że jest nieukończony, że autor ciekawie naszkicował postacie głównych bohaterów, ale nie ukończył, z sobie znanych powodów, prezentacji ich losów.
Jak dla mnie tekst jest pełny, ukończony, zamknięty…. To znaczy otwarty. Bo „Rajski ogród” to nie opowieść kryminalna, która musi mieć akcję, fabułę i zaskakująca rozwiązanie. Nie jest też sagą o losach człowieka i jego otoczenia. Jest tekstem psychologicznym, pozwalającym analizować zachowanie postaci, ich motywację i działania. A jako takowy zakończenie ma w każdej chwili. Zakończenie, które może być również początkiem. Stąd też moja opinia o otwartym zakończeniu. Tu wszystko może się zdarzyć. Czy musimy koniecznie o tym wiedzieć? Wszystko w rękach, głowach i psychice czytelnika. Ktoś uśmierci bohatera (bohaterów?), bo jak długo można żyć tak jak żyje (żyją?). Ktoś wybierze jedną z bohaterek. Ktoś każe facetowi uciec do takiej Ameryki.
Opowieść o trójkącie małżeńskim, bo o tym jest ta książka, zawsze stwarza różne możliwości finału. Z reguły każde jest złe, bo zawsze kogoś ktoś krzywdzi. Ale skoro mamy tu do czynienia z życiem trójki ludzi wbrew ogólnie przyjętym zasadom, jak interpretować tytuł?
Właśnie to zaintrygowało mnie najbardziej. Początkowo owszem, życie młodej pary wydaje się rzeczywiście życiem w rajskim ogrodzie. Jest miłość, są czułe słówka, wzajemnie przywiązanie, patrzenie w oczy. Otoczenie też sprzyja młodym. Słowem wszystko, co na początku każdej miłości, każdego małżeństwa jest obecne. Kiedy pojawia się ta trzecia, to wszystko nadal istnieje. Moglibyśmy się spodziewać awantur, ostrej wymiany słów, wyrzutów na przykład sumienia. A tu praktycznie nic się nie zmienia. Czyżby to był właśnie rajski ogród?
Książka Hemingway’a jest o miłości, o związku kobiety i mężczyzny, potem kobiet i faceta. Jest spokojna, chwilami może wydawać się nudna, ale takie cechy mają właśnie powieści psychologiczne. Niedawno po raz trzeci obejrzałam film „Piknik pod Wiszącą Skałą” Petera Weir’a. Widz nawet po kilkakrotnym obejrzeniu nie będzie wiedział, o co autorowi w filmie chodziło, jeśli będzie traktował film jako tzw. normalną opowieść. Ten film też psychologiczny, otwarty na każda interpretację i każe zakończenie. „Rajski ogród” też taki jest. Nie potrzebuje owego zakończenia, którego mu Hemingway nie dał.
A może właśnie takie miało być? W sumie jednak…. To nie ten Hemingway, którego lubię….

❤️
2
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Z której strony jesteś? | ko 1 0

Z której strony jesteś?

Z której strony jesteś?

Zebrało mi się na klasykę. Klasykę klasyk. Do tego zapomnianą i …. chciałam powiedzieć wyklętą, ale współczesność tym słowem określa coś, przepraszam kogoś zupełnie innego. Autor „Kordiana i chama” Leon Kruczkowski został wymazany z historii literatury polskiej. Za ostro? Czyżby? Autor w/w książki oraz dramatu „Niemcy”, ongiś lektury obowiązkowe, został usunięty nie tylko z listy lektur, ale z nazw licznych szkół, które to nazwy zastąpiono innymi, jedynie słusznymi. Wiadomo, facet komunizował. Dosyć polityki. Przejdźmy do literatury. Od zupełnie nowego akapitu i nowego wątku.
Z polskim romantyzmem próbował już rozliczyć się Prus każąc niejakiej Izie Łęckiej olać niejakiego Wokulskiego. Nadal jednak wychwalał, Prus oczywiście, zrywy i porywy romantyczne tworząc sympatyczną postać Rzeckiego. Ale potem było gorzej. Wyspiański nie patyczkował się. W „Weselu” ustawił niedoszłych bohaterów w chocholim tańcu. O innych utworach rozliczających romantyzm nie wspomnę. Mój ukochany Żeromski też zrobił swoje. Co komu po romantycznych ideach zdają się pytać bohaterowie „Ludzi bezdomnych” czy „Przedwiośnia”. Dziś po romantyźmie Mickiewicza pozostało nam jedno – kochamy wszelkie klęsk, wszak tamta epoka z nich się składała.
Kruczkowski idzie krok dalej niż jego poprzednicy. Też rozlicza się z ponoć pięknymi ideami, ale inaczej. Jego „Kordian…” to obraz życia Polaków pod zaborem rosyjskim, tuż przed wybuchem powstania listopadowego. Są oczywiście spiskowcy, jest słynny Wysocki, który mówi:” Umiem strzelać i robić bagnetem”. To oczywiście wystarczy, by wygrać z zaborcą. Uf, przypomina się cytat z „Pana Tadeusza”, uznanego za epopeję narodową, bo zaczyna się od słów „Litwo! Ojczyzno moja!”
„Szabel nam nie zabraknie; szlachta na koń wsiędzie,
Ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!” – mówi Sędzia w Księdze Szóstej.
Jak było, wiemy. Kruczkowski nie bawi się jednak w ironię czy sarkazm. Swą opowieść opiera na autentycznym pamiętniku Kazimierza Deczyńskiego, wydanego w 1907 roku. Postać tę czyni bohaterem utworu. Wywodzący się z chłopstwa nauczyciel jest owym „chamem”, jak określała ludzi niższego stanu szlachta. To właśnie ona była największym wrogiem ludu. To ona wyciskała z chłopów wszystko, co się dało. Nie uznawała sprzeciwu. Przekonał się o tym właśnie Deczyński. Czyż po doświadczeniach z panami dziedzicami, lud miał razem z nimi iść walczyć z zaborcą? Kim w ogóle był zaborca? Ciemiężycielem jest ktoś zupełnie inny…
Kruczkowski nie polemizuje z romantyzmem. On go rozlicza. Twardo i bezwzględnie. Tak jak Wyspiański w „Nocy Listopadowej”. Ów przedstawia sytuację, kiedy podchorążowie wychodzą na ulicę Warszawy, krzyczą „Do broni”, a mieszczanie po prostu zamykają okna…
Nauka na dziś? Dziwicie się co niektórzy, że pół Polski głosuje tak, a pół inaczej? Która część jest „Kordianem” ze szlacheckiego domu w wielkim mieście, a która „chamem” z prowincji? Poszukując odpowiedzi, przeczytajcie zapomnianego Kruczkowskiego….

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Głupota nie ma granic | ko 2

Głupota nie ma granic

Głupota nie ma granic

Po kilku ambitnych i starszawych książkach, postanowiłam odpocząć. Przydałoby się coś lżejszego, świeższego, coś na złapanie oddechu. „Kobieta i małpa” Petera Hoega wydała mi się propozycją właściwą. Na okładce pojazd, a w nim tytułowa baba i zwierzę. Na tylnej okładce oczywiście mini recenzja. Ma to być ekothriller albo filozoficzny zoothriller. Eko jestem, zwierzęta lubię, zatem zabieramy się za czytanie.
I trochę tego kroku żałuję. Mogłam nie zaczynać. A przynajmniej nie brnąć dalej kartka po kartce. Niestety, ciągle czekałam na ten thriller, bez względu na to jaki ma być. A co dostałam?
Najpierw małpa uciekła. W porządku. Jak to zwierzę wolne prowadzone do niewoli. Potem ją złapano. A wszystko to było w Londynie. A więc jak już pojmano małpę, to zamknięto. W prywatnym domu. W celu przeprowadzenie badań i eksperymentów „biomedycznych” (to słowo z „Seksmisji”). W domu tym mieszkała kobieta, zwana alkoholiczką, bo piła nałogowo alkohol. Kobieta poznała małpę, która była rodzaju męskiego, zatem był to małp. Małp spodobał się kobiecie i ona mu też. Zwłaszcza, że był to mądry małp, szybko się uczył, a do tego nie był wielkim King Kongiem. Ważył co prawda 150 kilo, ale wzrostem nie przewyższał przeciętnego Kowalskiego, przepraszam, chyba jednak Browna, bo to w Anglii było.
W ten oto sposób zamiast zoothrillera mamy zoofilię, która to Światowa Organizacja Zdrowia umieściła w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-10 jako rodzaj „innych zaburzeń preferencji seksualnych”, Kto jest zaburzony, małp czy kobieta, w pewnym momencie już nie wiadomo. W każdym razie romans trwa w najlepsze. Małp się rozwija intelektualnie, kobieta ma satysfakcję seksualnie. I niby wszystko gra. Przynajmniej dla autora i wydawnictwa. Przyjrzałam się zatem temu drugiemu. Wygląda przyzwoicie „Noir sur blanc” zapowiada „oryginalne osobowości twórcze, nieporównywalne style i poetyki pisarskie. Wspólnym mianownikiem jest tu talent i nowatorstwo, które wzbudziły nasz entuzjazm i które tworzą wyjątkowy literacki pejzaż”. Wśród książek wydanych przez nie – „Imię róży” Umberto Eco. Małpa i baby jakoś nie udało mi się znaleźć. Źle szukałam? Wydawnictwo nie przyznaje się? W sumie może to i dobrze. Nieudane pozycje literackie powinny zniknąć. A ta na pewno do nich należy.
W sumie jeśli chodzi o małpy i kobiety, wole tradycyjnego King Konga. Ten małp przynajmniej kochał i bronił. Takiego małpa można, a nawet trzeba polubić. Uczyniły to Fay Wray w 1933, Jessica Lange w 1976, Noami Watts w 2005 i pewnie jeszcze inne aktorki w filmach o Kongu. Pozostańmy więc przy starym, dobrym potworze z wyspy Czaszki i jego obrońcach, którzy z zoofilią nie mają nic wspólnego.

❤️
3
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Cudowna podróż | c 0

Cudowna podróż

Cudowna podróż

Jeśli wierzyć Wikipedii, Selma Lagerlof napisała „Cudowną podróż” na zamówienie, jako podręcznik do nauki geografii Szwecji, oczywiście dla dzieci. Musiał być genialny, skoro przetłumaczona go na ponad 50 języków. „Cudowna…” ukazała się w 1907 roku, a pierwsze jej wydanie w języku polskim było w 1910. Niezwykle szybko jak na początek dwudziestego wieku. Od tego czasu napisano o niej bardzo dużo. Autorka w 1909 otrzymała literacką nagrodę Nobla i jako pierwsza kobieta została członkinią Akademii Szwedzkiej, przyznającej od 1901 właśnie Nobla w dziedzinie literatury. Czy można więc napisać coś nowego, odkrywczego o przedziwnej opowieści o podróży Nilsa, zamienionego w krasnoludka, niesionego na skrzydłach gąsiora Marcina przez Szwecję? Na pewno należy potwierdzić, że jest to książka genialna, niezwykły podręcznik pozwalający na poznanie swego kraju przez dzieci w czasach, kiedy internetu nie było, ba, kiedy wynalazek braci Lumiere, zwany filmem, dopiero raczkował.
Ubranie wiedzy w płaszcz legend i baśni nowością właściwie nie był nawet wówczas. Właśnie tego typu opowieści uczyły dzieci odpowiedniego zachowania, pokazywały świat „za górami, za lasami”. Baba Jaga z opowieści o Jasiu i Małgosi, spisanej w 1812 roku przez braci Grimm, nadal straszy dzieci i uczy – „Nie rozmawiaj z nieznajomymi”. Mądrość ważna do dziś. Utwór Lagerlof idzie o kilka kroków do przodu. Autorka umieszcza w nim opowieści związane bezpośrednio z obszarem Szwecji, który opisuje. Oprócz świata fantazji, jest również świat realny. Oto gęsiarka Aza i jej braciszek Mats szukają swego ojca. W czasie długiej wędrówki chłopiec umiera. Ale dobrzy ludzie wskazują dziewczynce kierunek dalszej wędrówki. Docieramy wraz z nią do Laponii. Patrzymy na ciężka pracę rybaków, poznajemy dobrych ludzi i odnajdujemy Jona Assarssona. Wzruszająca opowieść o miłości, tęsknocie i radości odnalezienia.
Po „Cudowną podróż” sięgnęłam będąc już … na emeryturze. Dlaczego tak późno? Jako dziecko przerażała mnie objętość książki, dwa duże tomy formatu prawie A4, stały na półce z baśniami w dzielnicowej bibliotece. Pani bibliotekarka wielokrotnie zachęcała mnie, bym wypożyczyła, bo warto, bo to piękna opowieść. A potem przestałam czytać baśnie, bo to obciach. Wiadomo człowiek był już w wyższych klasach szkoły podstawowej. Często patrzyłam na wznawiane wydania, czytałam o książce, ale po nią nie sięgałam.
Dobrze się stało. Jako dziecko zapewne nie uchwyciłabym pełnego sensu opowieści. Do nich trzeba po prostu dorosnąć lub czytać je powoli. Co jakiś czas jedną, dwie… Najlepiej gdyby robił to jakiś dorosły, który usypia dziecko czytaniem bajek. Jest wtedy czas na spokojne delektowanie się pięknym tekstem. Są bowiem utwory, które trzeba czytać tylko w dzieciństwie i takie, do których dziecko musi dorosnąć…

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0
Niebezpieczna recenzja | nie 0

Niebezpieczna recenzja

Niebezpieczna recenzja

Na studiach, kierunek filologia polska, podstawowym przedmiotem była „historia literatury polskiej”. Jako studenci czytaliśmy wszystko od czasów najdawniejszych po współczesne. W pewnym momencie doszliśmy do socrealizmu czyli drugiej połowy lat 40 – tych do pierwszej połowy lat 50 – tych. Takie sobie dziesięciolecie, kiedy marksizm – leninizm wkroczył do sztuki i ta propagowała jedynie słuszną wówczas ideologię. Szybko jednak zniknął, bo artyści nie dali się do końca przekonać o owej słuszności. Powstało jednak wtedy sporo propagandowych utworów, które też zniknęły, bo okazały się niepoprawne politycznie. W związku z tym my, studenci z lat 80 – tych mieliśmy problem. W końcu studiowaliśmy historię literatury, należało zatem socrealizm też poznać, zamiast udawać, że go nie było, czyli coś przeczytać. A tu niczego nigdzie nie było. W sumie jakoś wybrnęliśmy i przestudiowaliśmy parę cudem zdobytych książek.
Wstęp długi, ale konieczny. W moje ręce trafiła książka Mariana Reniaka ( właściwie Marian Józef Strużyński) „Niebezpieczne ścieżki”. Jeśli wierzyć źródłom informacyjnym, jest to pamiętnik pracownika Służby Bezpieczeństwa, który rozpracował ostatni podhalański oddział partyzancki „Wiarusy”. Było to w 1949 roku. „Niebezpieczne…” są zatem utworem zwanym współcześnie non fiction. Tekst napisany sprawnym językiem. Bez fajerwerków. Trzyma w napięciu. Każdego. Czy uda się agentowi SB? A może „Harnaś” nie da się wpuścić w maliny? Słowem, mamy powieść o charakterze sensacyjnym. W 1969 pokazywano ją w telewizyjnym Teatrze Sensacji w trzech częściach. Ponoć jedni widzowie klęli. Inni podziwiali. W każdym razie tekst musi być ogólnie ciekawy. Niestety, dziś jest zupełnie niepoprawny politycznie. Pewnie do tego stopnia, iż jego telewizyjnej adaptacji nie można nigdzie obejrzeć.
Pogdybajmy jednak… Gdyby tak zamienić SB na zwykłą policję, agenta „Henryka” na kuzyna Jamesa Bonda „Wiarusów” na bandę oprychów, a „Harnasia” na szefa owej bandy, akcję przenieść tak dziesięć lat później lub wcześniej, wszystko by nam zagrało. Otrzymalibyśmy całkiem przyzwoity utwór kryminalno – sensacyjny, czyli thriller.
Nie w tym jednak rzecz. Zaczęłam od kłopotów studenta filologii polskiej. Obecny student pewnie też może takowe kłopoty mieć, jeśli zniszczymy, wycofamy i zakażemy czytania utworów, w których SB i UB jest górą, bo dziś są niepoprawne politycznie. Uważam, że powinny istnieć. Każdy powinien mieć do nich dostęp. Tym bardziej, jeśli są to teksty o charakterze dokumentalnym, pamiętnikarskim. Są dowodem minionych lat, naszej historii, której nie da się zmienić, bo jest czasem przeszłym.
Przeczytajcie zatem „Niebezpieczne ścieżki” Mariana Reniaka i podyskutujmy na temat roli literatury w naszym intelektualnym życiu.

❤️
2
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Mroźny thriller | sta 1 0

Mroźny thriller

Mroźny thriller

Któż nie zna Alistaira MacLeana…. Któż nie zna „Dział Navarony”…. „Stację arktyczną Zebra” też się po prostu zna. Może nie wszyscy czytali, może nie wszyscy oglądali filmy, ale na pewno słyszeli. Książki Alistaira to dziś klasyka klasyk literatury sensacyjno – przygodowej. Chociaż ich autor umarł w 1987 roku, to nadal jego powieści są wznawiane i chętnie czytane przez młodsze niż ja pokolenia.
Po egzemplarz „Stacji…” sięgnęłam na pewno po raz któryś tam. Może trzeci, może czwarty. W ramach odpoczynku po innych, bardziej ambitnych tekstach. Bo utwory szkockiego pisarza są rozrywką, dobrą rozrywką. A zagmatwana intryga zawsze przynosi czytelnikowi nowe spostrzeżenia, których nie było poprzednim razem.
Oto amerykańska atomowa łódź podwodna „Delfin” rusza w celu udzielenia pomocy ludziom ze stacji meteorologicznej. Oczywiście płynie pod lodem, a zniszczona stacja znajduje się na lodzie. Czy pożar na „Zebrze” wybuchł sam, przez przypadek, awarię urządzenia czy też ktoś się przyczynił do jego powstania? Jak na tekst o charakterze sensacyjnym, nic przez przypadek się nie dzieje. Oczywiście musi być ktoś, kto zagadkę rozwiąże. A trudności się piętrzą…. Mamy zatem do czynienia z typowym kryminałem. Ale w przypadku naszego pisarza dochodzi jeszcze jeden fakt – akcja powieści rozgrywa się w szczególnych warunkach. Pod wodą i na lodach Morza Arktycznego. Kto z was tam był? Ja nie. Musimy zatem wierzyć filmom, relacjom i książkom, że jest tam tak, jak jest. Nie sposób przebić się potężnej jednostce pływające na lodową powierzchnię, gdyż lód jest zbyt gruby. Kiedy w końcu coś się udaje, nie sposób przenieść ciężko rannych z ruin stacji do ciepełka w komfortowej łodzi atomowej. Trzeba ryzykować. A przede wszystkim trzeba szukać przyczyn pożaru. Tu, na miejscu, pośród spalonych budynków i takowych też ludzi…
Tym razem czytając powieść, zastanawiałam się, czy opisywane urządzenia i ich możliwości są odbiciem rzeczywistych, na miarę roku 1963 (w którym wydano utwór), czy też wybiegają w przyszłość. Dziś oczywiście dotarcie do zniszczonej stacji nie trwałoby na pewno tak długo i nie przebiegało z takim trudem, jak w powieści. Chociaż, kto wie… może…. Nie wiem, nie znam się i myślę, iż czytając tego typu literaturę, praktycznie nie przejmujemy się, czy to prawda, czy też wyobraźnia autora. Pociąga nas egzotyka, sprawnie przeprowadzona intryga, zaskakujący finał…. Chociaż właściwie, tym razem aż tak zaskakujący nie był. Wiadomo było, że to jeden z nich. Cóż, mała ilość postaci, to i podejrzanych mniej.
W każdym razie przy kolejnym czytaniu „Stacji…” odpoczęłam. I o to w przypadku dobrej literatury rozrywkowej zawsze chodzi.

❤️
1
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
Na trzech granicach | troj 0

Na trzech granicach

Na trzech granicach

Nie da się ukryć…. Historia ludzkości to historia wojen. Atakowania. Zabijanie. Przekraczania granic. Wszelkiego rodzaju. Dziś o tych państwowych, których strzegą żołnierze. Strzegą nawet wówczas, kiedy państwa żyją ze sobą w przyjaźni i pokoju. Bo to nigdy nic nie wiadomo. Ech ludzkości, ludzkości…
Kto ustala od zawsze granice między narodami, wiadomo. Władcy, politycy. W zaciszu gabinetów rysują, dziś zapewne komputerowo, że właśnie tu i tam będzie granica między państwem X a Y. Bo tak im pasuje. Bo mają w tym jakiś interes. Obecnie patrzymy na granicę wschodnią naszego państwa. Są tacy, którzy każą patrzeć również na zachodnią. O tej drugiej mówi się jednak niewiele w przeciwieństwie do pierwszej. O tej właśnie opowiada książka Aleksandry Domańskiej „Trójstyk. Gawęda o granicach”.
O trójstyku na wschodzie nie mówi się natomiast praktycznie nic. W ogóle jakoś mało wiemy o Przesmyku Suwalskim, obszarze na którym znajduje się granica polsko – litewska, a także jeden z sześciu granicznych trójstyków w Polsce, trójstyk Polska – Rosja – Litwa, koło Bolci (gmina Wiżajny) i Wisztyńca. Właśnie o tym terenie, praktycznie nieznanym, opowiada książka Domańskiej. Ma ona osobisty charakter. Autorka zna teren, który opisuje i nie ukrywa tego. Szpera w historii ziemi zapomnianej. Sięga do czasów Jaćwingów, ludu spokrewnionego z Litwinami i Prusami. Już wówczas budowano, nakreślano granice między ludzkimi siedzibami. Potem stało się to normą. A tereny, na których stykały się różne, najpierw plamiona, potem narody, zawsze były terenami trudnymi. Brniemy zatem z autorką przez kolejne lata, setki lat życia na trójstyku. W momencie opisywania starych dziejów Domańska powołuje się na Sienkiewicza, a kiedy dochodzimy do lat II wojny światowej, na prozę Omiljanowicza (patrz moją recenzja pt. „Problemy z książką”). Obaj autorzy dla mnie nie są źródłem wiedzy historycznej. Obaj oczywiście świetnie pisali, ale czy należy im wierzyć? Książka, którą właśnie omawiam, ma jednak w tytule słowo „gawęda”, a ta jak wiadomo, fikcją posługiwać się może.
Doszliśmy zatem do formy utworu. Na pewno nie jest to pozycja o charakterze historycznym. Zawiera jednak sporo wiedzy na temat Wiżajn i okolic. Cenna zwłaszcza dla tych, co to pojęcia o owym trójstyku nie mają. Odwoływanie się do faktów sprawia również, iż „Gawęda o granicach” do końca gawędą nie jest. Zbyt mało w niej opowieści ludzi z tamtych stron, którzy być może mieliby więcej do powiedzenia niż historycy. Zwłaszcza na użytek gawędy.
Ale nie czepiajmy się. Książka Domańskiej jest książką bardzo potrzebną. Przybliża część naszego kraju, o której się praktycznie nie mówi, a tym samym wie niewiele. Skąd bierze się owe milczenie? Są tacy, co twierdzą, iż jest to milczenie militarne. Przesmyk Suwalski ma strategiczne znaczenie dla NATO…. Tu Białoruś, tu Litwa, a tu Rosja… „Przesmyk suwalski jest kluczowym korytarzem, który łączy państwa bałtyckie (Litwę, Łotwę i Estonię) z resztą państw NATO. W przypadku konfliktu zbrojnego, zablokowanie tego obszaru przez Rosję i Białoruś mogłoby odciąć kraje bałtyckie od wsparcia sojuszników, co czyni go jednym z najbardziej wrażliwych punktów w polityce bezpieczeństwa międzynarodowego” – Wikipedia.

❤️
3
👍
1
0
💡
0
0
📖
0
1234514