Katja i wilki
Katja i wilki
Dotarłam do końca. To znaczy dotarłam do ostatniej posiadanej przez siebie książki Magdy Skubisz z cyklu „saga rodu Tyszowskich”, tytuł tej części „Wilcze znamię”. Wcześniej już pisałam, że gdyby nie fakt, iż dostałam ową sagę w prezencie, nigdy bym po tego typu literaturę nie sięgnęła. Nie lubię romansów. Z tego też powodu sięgnęłam po egzemplarz z uśmiechem na twarzy. Nareszcie koniec. Okazało się, że nie był on taki zły.
Katja, zielarka i aptekarka, nadal jest brudna i chuda. To drugie, wiadomo, z biedy. Zawsze głodna, zawsze żyjąca w zimnych i równie brudnych jak ona pomieszczeniach. To swoje robi. Ale dlaczego ciągle jest brudna? Raz tylko była czysta. Na balu w tomie pierwszym. Wtedy zakochał się w niej Antoni. Miłość jest jednak ślepa i drugi podstawowy bohater, brudu nie dostrzega. Pamięta głównie suknię, którą Katja miała wówczas na sobie. Ten obraz żyje w nim w tomie czwartym również. Do tego przechodzi istną ewolucję. Bohater, nie suknia. Sam łapie się na tym, iż nie rozumie swego postępowania. Nieważne. Ważne, że robi, to co robi.
Zaskoczeniem jest, iż w tym tomie „lekarska” działalność Katji jest ograniczona. Nadal panuje cholera. Autorka powieści na szczęście nie powtarza recept na jej powstrzymanie. Wiemy, że się da ją wyleczyć. Zsyła natomiast na naszą bohaterkę masę nieszczęść. Oczywiście tradycyjnie, bo życie zielarki cierpieniem stoi. Tym jednak razem akcja wykracza poza obszar majątków Tyszowskich. I to według mnie jest w tej części najważniejsze. Bo ile można łazić po tych samych domach i tym samym polu? Trzy tomy wystarczą.
Nasza Katja w wyniku swych nieszczęść, rusza sama w tzw. świat. Początkowo myśli, że to, co widzi przed sobą, to Krasiczyn, siedziba rodu Sapiehów. Niestety, to tylko Przemyśl.
„W mieście, którego nazwiska nie powiem….
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki” – pisał w „Monachomachii” Ignacy Krasicki i ponoć miał to być właśnie Przemyśl. Tak przynajmniej wynika z przypisów w „Wilczym…”.
W każdym razie Katja tam dociera i marzy o rozpoczęciu nowego, w miarę normalnego życia. Ale oczywiście nie jest to jej dane. Co prawda cholera w mieście jeszcze jest, ale nasza znawczyni receptur kariery medycznej nie może nic zrobić. Pech goni pech. Źli ludzie tak samo.
W każdym razie tom czwarty się kończy. O dziwo, tym razem mnie sen przy nim nie zmorzył. Było trochę więcej akcji niż w poprzednich. Zmiana miejsca wydarzeń też na plusa wpłynęła. Nic jednak nie zaskoczyło. Ot, kolejna saga o dawnych czasach napisana przez współczesnego pisarza, przepraszam – współczesną pisarkę, obowiązują feminatywy, czyli słownictwo współczesne, opisy też. Mam wątpliwości, czy przekleństwa też dzisiejsze. Nie znam historii brzydkich słów. Wiadomo jedynie, iż nasza cholera, wzięła się od tamtej lub wcześniejszej cholery. Wiem również, że ukazała się piąta część sagi. Czy go przeczytam? Kupować na pewno nie zamierzam…
Piękna, prawdziwa myśl! Pozdrawiam :)
Pięknie i ujmująco napisane
Wiersz bardzo..."aromatyczny" :) jak herbata pita na tarasie w miłym towarzystwie... Pozdrawiam :)
Napisałeś, że może ktoś nie mógł... Stąd pytanie. Nie ma znaczenia czy to on, czy ona. Chociaż jak ona nie…
Odpowiedzialność za swoje życie idzie w parze z odpowiedzialnością za innych.. Czasami..
A może nie mogła..?
Z jakiego powodu nie mógł?
A może ktoś nie mógł..?
Bardzo twórcze podejście..
Ciekawe pytanie, ale myślę, że tylko Ty sam. Weź życie i decyzję we własne ręce. To trudne, bo czasami jest…
Wyobraźnia też jest połączona z sercem.
Jeżeli tak było, to zabrakło rozmowy. Pytanie, kto nie chciał rozmawiać.
Serce albo wyobraźnia..
Dziękuję, pozdrawiam 😁