Żyłam sobie w PRL-u (10)

1974 (3)

Wakacje (1)

I tak wybierzmowana, ze świadectwem ukończenia szkoły podstawowej, rozpoczęłam wakacje. Jedną z ich atrakcji był wyjazd do rodziny, która mieszkała w dużym mieście, dwadzieścia kilometrów od Bałtyku.
(ze względu na wszechobecne RODO – nazwy nie podaję)
Ciocia zapraszała całą rodzinę, ale rodzice nie mogli. Brat nie chciał. Ja się uparłam.
– Choruję na anginy! Często się przeziębiam! A tam morze blisko! I jod jest! I będę często jeździła na plażę! – wysuwałam argumenty nie do przebicia.
W porządku, pojadę. Tyle tylko jak tu mnie wysłać do miasta oddalonego o ponad 500 kilometrów? Najbardziej zatroskany o mój los był tato. Ratunek pojawił się w postaci innej cioci, takiej z Kłodzka. Obiecała, ze osobiście zawiezie mnie na miejsce. Po dwóch tygodniach również osobiście mnie przywiezie. Żaden to dla niej problem, bo jest emerytką z PKP i ma darmowe przejazdy.
Nikt nie miał żadnych zastrzeżeń.
Ciocia przyjechała i ruszyłyśmy pociągiem najpierw do Wrocławia. Tam miałyśmy przesiadkę. Na dworcu Wrocław Główny ciocia kazała mi wygodnie usiąść na ławce.
– Teraz słuchaj uważnie – spojrzała mi prosto w oczy – Nie jadę z tobą. Nie mam najmniejszej ochoty tłuc się nawet za darmo taki kawał drogi. Wsadzę cię do pociągu i pojedziesz sama. Pociąg dalej niż do tego miasta nie jedzie więc nie będzie problemu z wysiadaniem.
Włosy stanęły mi dęba.
– Jak to sama?
– Normalnie. Ja w twoim wieku też jeździłam sama pociągami, chociaż wojna była. Nie nawiązuj przypadkowych znajomości. Pilnuj bagażu. A ja będziesz szła do sracza, zabieraj torebkę z forsą ze sobą. Aha, ojcu nigdy nie mów, że jechałaś sama.
– A mamie?
– Mama wie. Z powrotem to tamta ciotka wsadzi cię do pociągu, wysiądziesz we Wrocławiu. Ja będę czekała na peronie i we dwie wrócimy do Wałbrzycha.
W głowie mi szumiało. Nie wierzyłam, że obdarzono mnie takim zaufaniem! Znaczy się dorosła już jestem skoro mama i ciocia pozwalają mi samej jechać prawie nad morze!
Do celu dojechałam w całości.
Na peronie czekała druga ciocia wraz z moim, o rok starszym, kuzynem. Przez pierwszy dzień przyglądaliśmy się sobie podejrzanie. Dotychczas widzieliśmy się raz czy dwa będąc w wieku żłobkowo-przedszkolnym.
Teraz mieliśmy niepowtarzalną szansę zacieśnienia więzi rodzinnej.
Wieczorem kuzyn zapoznał mnie ze swoją paczką. Większość – faceci, dwie dziewczyny, ja byłam trzecią. Najmłodszą, ale już po podstawówce, czyli prawie szkoła średnia. Niektórzy klęli, niektórzy palili, wszyscy narzekali na starych, bo to oni, a nie jakaś cenzura i socjalizm ograniczali nam wolność. Jeden grał na gitarze. Inny na harmonijce ustnej. Był piłkarz. Był też i kibic. Starsza dziewczyna znała się na modzie. Młodsza – na dzieciach, bo była najstarsza w domu i zajmowała się licznym rodzeństwem z podstawówki.
Słowem – normalne pokolenie nastolatków.
Przez dwa tygodnie nad morze pojechałam tylko raz. Nie miałam czasu. No bo skąd go wziąć, jak trzeba było iść do kina, posiedzieć na podwórku, stać na czatach, kiedy inni palili lub iść na mecz. I przede wszystkim – porozmawiać. Na żywo. Nie przez telefon czy internet. Podyskutować na temat, jak radzić sobie ze starymi. Dlaczego przegraliśmy mecz z RFN na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Co to są środki antykoncepcyjne i jak je stosować. Słowem – morze tematów.
Chciało się rano wstać i chciało się żyć.
Zwłaszcza, że przebojem tamtego lata była piosenka „Radość o poranku”! A każdy dzień witaliśmy przebojem.
Kto wstawał pierwszy i u kogo w domu nie było nikogo, otwierał okno, wystawiał w nim głośnik gramofonu marki „Bambino” i włączał przebój. To był znak dla reszty, że czas wstać skoro świt, czyli gdzieś tak około dziesiątej. Mój kuzyn był w posiadaniu „Waterloo” ABBY i kiedy tylko mogliśmy, rano z naszego okna rozlegał się ten utwór. Z okna Marka „leciała” zwykle Anna Jantar i „Tyle słońca w całym mieście”, ktoś włączał Eltona Johna… Lokatorzy starej poniemieckiej kamienicy mieli koncert. W sumie nie wiedzieli czego słuchać. Interweniowali więc w charakterystyczny dla wszystkich dorosłych sposób.
– Wyłącz ku… tego samograja! – rozlegało się na przykład z pierwszego pietra po lewej stronie.
Bardzo nieprecyzyjne sformułowanie. Nie wiadomo do kogo skierowane, ponieważ owych samograjów, czyli gramofonów było kilka.
– Jak nie wyłączysz to ci cholero jasna nogi z dupy powyrywam! – dał się lokator z prawej strony pierwszego piętra.
Były też ostrzeżenia i szantaże.
– No poczekaj, jak tylko rodzice wrócą z roboty, to ci dadzą piosenki na cały regulator!
– Zaraz milicję zawołam!
I najmniej skuteczna uwaga:
– Do szkoły pójdę i sprawowanie ci obniżą!
Wakacje przecież były.

Pewnego dnia ciocia z wujkiem wyjechali do rodziny na wieś. Mieli być tam kilka dni. Zostawili nam pełną lodówkę i forsę na świeży chleb, mleko i oczywiście na przyjemności, żeby tak do kina na jakiś ambitny film iść na przykład.
I się zaczęło życie na maksa!
Starych nie ma, chata wolna! Oj będzie bal!

I był. Przez dwa wieczory.
Bo ktoś skontaktował się z ciotką. Nie wiadomo jak. Wtedy ani internetu, ani telefonów komórkowych nie było. Ktoś musiał mieć jakieś namiary na stacjonarny, do którego rodzina miała dostęp. Kuzyn walił się w piersi i przysięgał, że ci na wsi takiego telefonu nie posiadali.
Kto zadzwonił zatem do sołtysa – nie wiadomo. W każdym razie monitoring w postaci sąsiada zadziałał.
foto – Gdzieś tam w Słupsku… w 1974… całość powieści tu
https://www.czarownice.kosz.pl/opis-8-Zylam_sobie_w_PRL_u___Spis_tresci.php

❤️
1
👍
0
0
💡
0
0
📖
0

Autorem fragmenty powieści "Żyłam sobie w PRL-u (10)" – jest Grazyna KS. Wszelkie prawa autorskie do fragmenty powieści należą do autora. Kopiowanie, rozpowszechnianie, publikowanie lub jakiekolwiek wykorzystanie utworu w całości lub w części, bez uprzedniej pisemnej zgody autora, jest zabronione. Niniejszy utwór został opublikowany na portalu poezja-proza.pl w celu promocji twórczości autora oraz dla bezpłatnej lektury czytelników. Zachęcamy do zapoznania się z innymi publikacjami portalu, takimi jak wiersze, haiku, opowiadania, dzienniki, listy, recenzje, oraz myśli autorów.
Subskrybuj
Powiadom o
guest
3 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Piórem

Większość z nas żyła, nie są to widać tak miłe wspomnienia.

Piórem

Rozumiem, mam kilka obrazów można powiedzieć o miłym zabarwieniu jak pochody pierwszomajowe, gdyż tańczyłam prawie co roku gdzieś, jednak najcieplej wspominam modę i muzykę, tematy mu bliskie z lat 70.

3
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x